Co zobaczyć w Andaluzji Cabo de Gata

Pierwszy raz pojechałam do Hiszpanii jakoś na piątym roku studiów. Pojechałam, nie poleciałam, to był trzydniowy rajd przez całą Europę, z którego pamiętam głównie autostradowe ekrany wyciszające. Może jeszcze kemping niedaleko słynnego Cap d’Agde we Francji, zabetonowane hotelami Costa Brava, nieuprzejmego kelnera i ciemny, brzydki hotel, najtańszy w Lloret del Mar. I zablokowaną kartę kredytową, bo gdzieś na stacji benzynowej ktoś zczytał mi pasek magnetyczny i próbował robić zakupy na Filipinach. Nie pokochałyśmy się wtedy mocno, ja i Hiszpania. Chyba nie umiem w miłości od pierwszego wejrzenia.

Za drugim razem wpadłam, po uszy i do grobowej deski, jakkolwiek egzaltowanie by to nie brzmiało. Zdarzają mi się krótkie crushe i przelotne miłostki, jakieś lizbońskie kolacje ze śniadaniem, czy lazurowe i nadto oczywiste piękno tropikalnych plaż. Ale to na południu Hiszpanii czuję się u siebie i bardziej na miejscu, niż w Warszawie. Ten drugi raz w Hiszpanii to był jednocześnie mój pierwszy prawdziwy road trip w życiu. Wcześniej jechanie gdzieś samochodem głównie po to, żeby jechać, uważałam za nudne i ograniczające. Tymczasem okazało się, że lubię wakacje polegające na byciu w ciągłej drodze, gubieniu się, szukaniu, znajdowaniu – jednym słowem – tymczasowości i chwilowego niebytu. Po takich wyjazdach zostaje we mnie niewiele konkretów, a dużo głupot i niewiele wartych urywków.

Co zobaczyć w Andaluzji Cabo de Gata

 

Na przykład to, że jadę, więc czuję się trochę, jakby mnie nie było. Cyk-myk Hiszpania przeskakuje mi za oknem, pochmurna, słoneczna, deszczowa, szara, zielona, niebieska. Kilometr dziesiąty, szaro, pięćdziesiąty, mokra szyba, osiemsetny, wyblakła zieleń i późne światło odbijające się w morzu. Zawsze jechałam dokądś i po coś, a teraz tylko po to, żeby jechać. Dobrze mi z tym donikąd, najlepiej. Z każdym kilometrem coraz bardziej mi świat rośnie, coraz większy jest, coraz mniej skończony. I ja coraz mniej skończona, a coraz większe złudzenie, że będę zawsze.

Wyjechałam i znowu mnie nie ma, w jakimś kurorcie jestem, w środku nie-sezonu. Nadmorski kurort jest jak ja, ospały, na wpół i nie do końca. Zabite wszystko dechami, pozamykane na cztery spusty. Kawiarnie, restauracje, kolorowa budka z lodami Algidy. Recepcja w hotelu też zamknięta. Na ladzie leży klucz, numer osiem (albo osiemdziesiąt, albo osiemdziesiąt dwa, nie pamiętam), i żółta karteczka z moim nazwiskiem. Maja, Maha, Ma-hrh-a, gardłowo, głęboko. Maja przez głębokie gardło.

O siódmej rano jest jeszcze bardziej nic. Ciemno, zimno, księżyc jeszcze. Tylko ja, słony zapach plaży i pani z pieskiem. Pani mówi buenos días, i dużo innych gardłowych, melodyjnych słów, pewnie coś o piesku. Psisku właściwie, duży, czarny, więc pewnie że spokojny, niegroźny i można pogłaskać. Głaszczę i się uśmiecham, chociaż za bardzo nie lubię psów. Zbyt wierne są, zbyt prostolinijne, za mocno i za bardzo kochają. I często brzydko pachną. Zaraz zresztą robi się jaśniej, będzie więcej piesków i więcej buenos días.

Gdzieś wpół do ósmej, na chwilę przed wschodem, czarna madonna z portowego baru odpala ekspres do kawy, para buch, koła w ruch. Obca tam jestem, w tym barze, w przed- czy po-sezonie. Włażę im ze swoją bladą skórą, szeleszczącym językiem, przepraszającą miną, pomiędzy mężczyzn w gumowych rybackich spodniach, albo dresach i adidasach, nieogolonych, śmierdzących nocą i rybami, i proszę o kofeinę. Włażę widząc-nie widząc, niepasująca, nic nie rozumiejąc z ich porannych i wieczornych obyczajów, nic z tego, co ich uwiera, nic z tego, co im się śni. Nieogoleni i gumowi siedzą w milczeniu, patrzą spode łba i popijają papierosy białą kawą.

Po dziewiątej sprzątaczka zdążyła umyć podłogę na przeszklonym tarasie hotelu, rybackie spodnie zamieniły się w dresy, a panowie ogoleni i wyperfumowani zabierają na śniadanie żony w rudych futrach. Śmiesznie, bo przez szybę daje słońcem i nawet mnie, wiecznie zmarzniętej, jest ciepło. Głośno jest, bo jak mówią, to krzyczą. Głosu z naprzeciwka nie słyszę, coś mówi, grzecznie się uśmiecham, nic nie słyszę, jestem, nie ma mnie, dobrze mi.

Znowu wyjechałam, tam mnie nie ma, a tu jestem zza szyby, podglądam sobie przez mleczne szkło.

Co zobaczyć w Andaluzji Cabo de Gata

Co zobaczyć w Andaluzji Zahara

Co zobaczyć w Andaluzji Cabo de Gata

Andaluzja praktycznie
Co zobaczyć w Andaluzji – ulubione miejsca

Moja ulubiona Hiszpania to ta z bocznych dróg, zapyziałych stacji benzynowych i małych miasteczek, gdzie pod cafe barem od dziewiątej rano urzędują emeryci zażarcie dyskutujący nad kieliszkiem sherry. Jedyny fragment, który śmiało i bez straty można sobie darować, to odcinek wybrzeża od Gibraltaru do Malagi, czyli Costa del Sol. Chyba, że ktoś lubi albo ma aktualnie potrzebę przebywania w kurorcie zorganizowanym pod masową turystykę, oraz wydawania dwa razy tyle kasy, co w innych częściach regionu. Po Andaluzji roadtripowałam trzy razy po dwa tygodnie, więc na google mapsach mam zaznaczone tyle miejscówek, że zdecydowałam się wybrać tylko kilka ulubionych. Wszystkie odwiedzałam szerokim łukiem omijając sezon turystyczny (zdarzyło mi się dwadzieścia stopni w lutym w Sewilli, ale pewniejsza pogoda jest od kwietnia do listopada).

Co zobaczyć w Andaluzji Malaga

Almeria, Cabo de Gata

Coś, co się nazywa Koci Przylądek nie może być złe. Cabo de Gata to zapomniany przez turystów (ale piękny) park krajobrazowy, słynny kościół przy samym morzu, kilka nadmorskich lekko zapyziałych kurorcików (ale bez wielkich hoteli i turystów all inclusive, raczej lokalne biznesy) i wspaniałe, po sezonie kompletnie puste plaże. Mój ulubiony zapyziały kurorcik to San Jose – bodajże jeden większy hotel, kilkanaście mniejszych, fajna ścieżka do pobiegania wzdłuż oceanu, oraz blisko do plaży, gdzie kręcono Indianę Jonesa (tę scenę, kiedy Sean Connery strzela parasolką w mewy i krzyczy kokoko). Z plaż mogę też polecić tę w okolicy Carboneras – Playa de los Muertos (nazwa działa na wyobraźnię), a z nie plaż opuszczoną kopalnię złota (dla fanów urbexu i abandonków), oraz latarnię morską z widokiem.

Co zobaczyć w Andaluzji Cabo de Gata

Co zobaczyć w Andaluzji Cabo de Gata

Almeria, pustynia Tabernas

Plan filmowy Gry o Tron oraz niezliczonych spaghetti westernów (można dosłownie pomacać fragmenty planu filmowego The Good, the Bad and the Ugly). Pustynia szczyci się faktem bycia największą w Europie, można sobie po niej pochodzić (wytyczonymi szlakami), albo odwiedzić któreś ze studiów filmowych. Ja nie odwiedzałam, macałam tylko opuszczone fragmenty planów filmowych, a studia oglądałam zza płotu, ale jak będę następnym razem, to odwiedzę.

Co zobaczyć w Andaluzji Tabernas Desert

Co zobaczyć w Andaluzji Tabernas Desert

Granada i góry Sierra Nevada

Granadę lubię jak jest ciepło, niestety słynną Alhambrę zwiedzałam, szczękając zębami z zimna (luty). Uwaga – biletów nie trzeba kupować z wyprzedzeniem przez internet, można w kasie przed otwarciem, trzeba tylko wcześnie wstać, przyjść wcześnie i ustawić się w kolejce (been there done that). W Granadzie (jak zresztą w całej Hiszpanii na południe od Madrytu) obowiązuje zasada dodawania tapasików do zamówionych drinków. W tym celu najlepiej udać się na Calle Elvira i przecznice (zaczynając od Plaza Nueva w górę). W Granadzie w zimie bywa chłodnawo, a to za sprawą położenia u stóp bardzo ładnych i majestatycznych gór Sierra Nevada (w kwietniu nadal zaśnieżonych). Całe góry to co najmniej kilka dni wycieczki, bo na pewno warte zobaczenia są małe górskie miasteczka, tzw. pueblos blancos, a jeżeli lubimy pochodzić, to do wyboru są dziesiątki fajnych szlaków. Jak mamy mało czasu, to możemy wybrać ten najbliższy Granady (jakieś dwadzieścia minut samochodem z centrum): Los Cahorros, ładny, krótki i nie bardzo trudny. Uwaga zgeneralizowana na wszystkie szlaki piesze w Hiszpanii: jeżeli chcemy mieć ciszę i spokój, to Hiszpanie zaczynają aktywność fizyczną nie wcześniej niż o dziesiątej, o ósmej z dużym prawdopodobieństwem każdy parking będzie pusty.

Co zobaczyć w Andaluzji

Sewilla

W Sewilli jest pałac królewski Alcazar znany z Gry o Tron, Plac Hiszpański znany z Gwiezdnych Wojen, oraz wielki drewniany grzyb, na który można wejść i napić się wina z widokiem na miasto (wino w cenie biletu wstępu). Myślę, że to wystarczające, żeby tu przyjechać. Dodatkowo, w Sewilli ciepło jest chyba zawsze, chociaż z moich obserwacji Sevillianas puchowe kurtki zdejmują dopiero w okolicach dwudziestu pięciu na plusie. Są tacy, którzy są fanami Granady, a hejterami Sewilli. Ja nie mogę powiedzieć tego samego – w Granadzie dawali mi darmowe tapasy, w Sewilli kwitły i pachniały drzewka pomarańczowe, więc daję im po równo.

Co zobaczyć w Andaluzji Sewilla

Co zobaczyć w Andaluzji Sewilla

Na zachód od Malagi: Ronda i okolice

Na północny wschód od Malagi znajduje się turbo znana andaluzyjska atrakcja, której nigdy nie udało mi się zobaczyć (a byłam u bram dwa razy): kanion El Chorro i ścieżka Caminito del Rey, bardzo ładna. Za pierwszym razem była przed remontem i chodzili po niej tylko państwo umiejący w nielegalne via ferraty, za drugim było wyremontowane, ale nadal zamknięte, bo ktoś się nie mógł ogarnąć z internetowym systemem zamówień biletów. Do trzech razy sztuka. Okolice obfitują też w ładne i czasem nawet niezawalone turystami miasteczka (wyjątkiem jest Ronda, gdzie dowożą autokarami chińskie wycieczki, ale i tak polecam, nawet z noclegiem – wtedy można wstać zanim przyjedzie autokar z wycieczką, zobaczyć co nasze i uciekać). Oprócz Rondy warto zatrzymać się w Setenil de las Bodegas (miasteczko wygląda, jakby jebnął w nie meteoryt), Zaharze (turbo ładnie położona, nad lazurowo niebieskim jeziorem, dwa hotele i trzy restauracje na krzyż), Granzalemie (zajebista widokowa droga przez góry, niestety widok wyobrażałam sobie patrząc na google mapsy i przypominając sobie zdrowaśki, bo była mgła i widoczność na pół metra, a droga w serpentyny) oraz Arcos de la Frontera, również mega widokowo położone (tu już nie było mgły, a dość widowiskowy zachód słońca).

Co zobaczyć w Andaluzji - Ronda

Co zobaczyć w Andaluzji - Zahara

Tarifa i okolice

Mój ukochany hiszpański kurorcik, z surferską atmosferą (wieje!), sprzedawcami jointów na każdym kroku i arabskim klimatem (za trochę euro z Tarify w godzinę można się dostać promem do Tangieru, a historyczne centrum wygląda trochę jak arabska medina, tylko czysta i pomalowana na biało). Jakbym chciała spędzać czas bardziej stacjonarnie, to tylko tam. Z pobliskich ciekawostek polecam też plażę z krowami w pobliskiej Bolonii (nie tej we Włoszech), oraz drogę do Paloma Baja (nic tam nie ma, ale droga przez wydmę jest fajna).

Co zobaczyć w Andaluzji - Tarifa

Co zobaczyć w Andaluzji - Tarifa

Co zobaczyć w Andaluzji - Tarifa

Co zobaczyć w Andaluzji - Tarifa

Co zobaczyć w Andaluzji – przeloty

Z Polski można polecieć do Sewilli, Malagi i Alicante, zagryzając zęby i męcząc się w Ryanairze, albo bez zagryzania korzystając z cywilizowanej Lufthansy (to wymaga oczywiście przesiadki). Ja doszłam już do etapu, w którym wolę dopłacić (przeważnie niewiele) do Lufthansy i nie musieć jechać do Modlina, nawet za cenę przesiadki. Leciałam też raz do Girony, a potem autem na południe, ale z Girony na andaluzyjskie wybrzeże jest tysiąc kilometrów autostradami, co jest mało krajoznawcze, męczące i sumarycznie droższe.

Co zobaczyć w Andaluzji – wynajem auta

Pamiętajcie, że cena wynajmu auta, jaka wam wyskakuje u pośredników typu rentalcars, nie zawiera ubezpieczenia wypożyczalni ani depozytu, jedynie ubezpieczenie obowiązkowe, ewentualnie AC z wysokim udziałem własnym w potencjalnej szkodzie. Jeżeli kupicie ubezpieczenie AC u pośrednika – super dla was, ale wypożyczalni to nie interesuje i albo zablokuje Wam na karcie pełną kwotę depozytu na poczet ewentualnych szkód (kilkaset, czasem nawet ponad tysiąc euro), albo będzie chciała, żebyście przed odbiorem samochodu dopłacili za dodatkowe ubezpieczenie. Zanim wystawicie wypożyczalni wkurwiony komentarz, przeczytajcie też dokładnie wszystko, co jest drobnym drukiem. To, że pośrednik (retalcars, kayak, czy inne tam cheapestbudgety) pozwala zrobić rezerwację bez karty kredytowej (a nawet zapłacić przelewem w PLN), nie znaczy wcale, że wypożyczalnia wyda auto – sieciówki jej wymagają, niezależnie od zasad pośrednika. Najlepiej wypożyczać samochody w lokalnych firmach, które takich wymagań nie mają, a opłatę pobierają z góry, bez depozytu, za to z pełnym ubezpieczeniem (na przykład w Maladze polecam Marbesol).

Co zobaczyć w Andaluzji - San Jose

Co zobaczyć w Andaluzji - Tarifa

Co zobaczyć w Andaluzji - Cabo de Gata