zwiedzanie bangkoku w 2 dni

Bangkok to dla większości przylatujących z Polski pierwszy stopień wtajemniczenia w podróży po Azji. Dla mnie też kiedyś był, popełniłam o tym nawet tekst pełen grafomańskich wzruszeń i fraz typu gęste, mokre powietrze, czy miasto-potwór.

To była moja pierwsza styczność z Azją (ok, druga po przejściu przez most Galata w Stambule, ale to się chyba nie liczy). To, co zapamiętałam najmocniej, to wrażenie, że w wieku lat dwudziestu ośmiu można jeszcze coś zrobić tak bardzo po raz pierwszy. Wszystko było inne – gęstość powietrza, ruch uliczny, melodia języka, nawet moje spuchnięte od upału odbicie w lustrze. Tutaj pierwszy raz przyszło mi do głowy, że dzięki temu uczuciu inności i nowości moje życie nagle zwielokrotnia się i rozszerza – o te wszystkie miejsca, w których przez chwilę jestem inna i nowa.

zwiedzanie bangkoku w 2 dni

Także Bangkok bardzo poleca się na azjatycki pierwszy raz – pełna gama doświadczeń na tak zwanej, pardon my french, pełnej kurwie. Ale – to nie jest europejskie miasto, po którym można przechadzać się niespiesznie wąskimi uliczkami, podziwiając to i owo. Niespieszne podziwianie może się szybko skończyć potrąceniem przez pędzący skuter, albo nigdy się nie zacząć, jeżeli nie dysponujemy siłą charakteru wystarczającą do przebicia się przez Panie Tajmasaaaż i Panów Tuktukser. Łatwo jest też dać się ponieść (mylnemu!) wrażeniu (zwłaszcza, jeżeli nie wychodzi się poza okolice Khaosan Road czy China Town), że jesteśmy w turboegzotycznym kraju trzeciego świata, gdzie bosonodzy rikszarze, panie w stożkowych kapeluszach i suszony skorpion na kolację. Oczywiście można pozostać w tym złudzeniu, ale po czterech wizytach mam wrażenie, że Bangkok ma do zaoferowania znacznie więcej, niż potwierdzanie azjatyckiego stereotypu. W końcu – skyline tego miasta bardziej przypomina Nowy Jork, niż Warszawę, francuskie i włoskie domy mody mają tu po kilka sklepów, a hipsterskich kawiarni i browarów jest tu więcej, niż w całej Polsce.

zwiedzanie bangkoku w 2 dni

Co zatem robić w Bangkoku? W paru przewodnikach piszą, że fajny jest pływający targ i rejs tradycyjną łódką po kanałach. No jeżeli jest się typem człowieka, którego podczas wizyty w Warszawie najbardziej podnieca występ zespołu Mazowsze i rejs parostatkiem po Wiśle, to tak. Wszystkim innym polecam raczej poniższe.

Co zobaczyć w Bangkoku? 

Street food i restauracje

Zaraz po pierwszym przylocie do Bangkoku ruszyłam z ówczesnym towarzystwem na tak zwane miasto, głodna niemiłosiernie. Pierwsze, co się nam rzuciło w oczy, to tajskie piwo Chang. Drugie – niewinnie wyglądające kurczakowe szaszłyczki z zieloną papryką. Pierwszy spróbował towarzysz Grzegorz i już po jednym gryzie zionął ogniem, wołając, że chce do mamy. Druga byłam ja (nie wierzę ludziom w kwestii ostrości, zionięcie mnie nie przekonało) i to był pierwszy i ostatni raz, kiedy wzięłam do ust coś tak ostrego, że nie tylko przeczyściło mi zatoki, ale także piekło w uszy (!) tak, że na moment przestałam słyszeć.

zwiedzanie bangkoku w 2 dni

Wszystko, co nie jest szaszłyczkiem z zieloną papryką, serdecznie polecam. Zje i będzie zadowolony każdy, mięsożerca, rybożerca, weganin i wegetarianin. Uliczne jedzenie znajdziemy dosłownie wszędzie – ja najlepiej wspominam wieczorne foodie spacery w okolicach chińskiej dzielnicy (Yaowarat Road i okolice).

zwiedzanie bangkoku w 2 dni

Jeżeli ktoś życzy odżywiać się tylko street foodem, oczywiście można. Bangkok ma natomiast aż dwadzieścia siedem gwiazdkowych restauracji (dla przypomnienia, w Polsce mamy dwie, obie niebotycznie drogie) i trzy na liście najlepszych restauracji świata. W takim, przykładowo, Nahm (jedna gwiazdka Michelin), można zjeść kolację za jakieś sto pięćdziesiąt złotych. W kontekście ulicznego pad thaia może wydać się absurdem, ale jeżeli ktoś lubi sobie luksusowo zrobić dobrze za rozsądne pieniądze, niech weźmie w bagażu jakieś lepsze ciuchy, niż pantalony w słonie (mogą nie wpuścić).

Masaż i party hard na Khaosan Road

Nie powiem, że urwany film lub/i lekkomyślne zachowania seksualne to obowiązkowy punkt programu, zwłaszcza że od pewnego czasu bardziej podnieca mnie niezmącony ośmiogodzinny sen w białej pościeli i room service. Ale – been there done that i nie żałuję niczego. W wersji dla podróżnych po trzydziestce może być to jeden Chang, masaż na leżaku i niezaangażowana obserwacja rzeczywistości. Khaosan road podtrzymuje swój wizerunek pokazany w filmie The Beach z Leonardo DiCaprio, jest głośną mieszaniną barów, klubów, burdeli, straganów z chińskimi pamiątkami i taniego jedzenia. Trudno opisać – trzeba zobaczyć, chociaż raz (chowając dobrze portfel, pozostawiając paszport w bezpiecznym miejscu i trzymając przy tyłku wizytówkę z adresem swojego hotelu).

zwiedzanie bangkoku w 2 dni

zwiedzanie bangkoku w 2 dni

Świątynia Wat Pho

Moja ulubiona. To ta ogromna, z jednym dużym złotym Buddą i setką małych oraz szkołą masażu tajskiego, gdzie można dać się wymasować adeptom. Masaż zdecydowanie bardziej profesjonalny, niż na ulicy, chociaż odrobinę drożej. Jeżeli ktoś się zajarał książką Terzaniego tak jak ja, może za stosowną opłatą skorzystać z porady wróżbity (oczywiście, że mówią po angielsku). Skorzystałam, powiedział mi, że będę trochę szczęśliwa, trochę nieszczęśliwa, a trochę będzie mi wszystko jedno. Sprawdziło się co do joty, także polecam. Jeżeli chcecie swojemu szczęściu nieco pomóc, w pobliżu również targ amuletów (bardzo fotogeniczny).

zwiedzanie bangkoku w 2 dni

zwiedzanie bangkoku w 2 dni

Co zobaczyć w Bangkoku? Wat Saket

Też moja ulubiona, na wzgórzu. Tu refleksja. Jeżeli uważasz, że paradowanie ze stickiem i selfie na tle Matkiboskiejczęstochowskiej czy innego ołtarza mariackiego w wykonaniu azjatyckich turystów robi ci źle w uczucia religijne, nie czyń Tajowi co tobie niemiłe. W Wat Saket urzędują za to bardzo przyjemne kotki, które dają sobie robić zdjęcia i się głaskać, a jak jesteś alergikiem, na pewno wdrapią się na kolana i nie będą chciały zejść.

zwiedzanie bangkoku w 2 dni

Ladyboys show

No więc nie byłam, ale jak znowu będę w Bangkoku, to pójdę. Kathoey – przedstawiciele trzeciej płci – są w Tajlandii powszechnie akceptowani. Nie ma tu stygmatyzacji czy tabu, jakim otoczeni są transwestyci na Zachodzie. Przeciwnie – ladyboy w rodzinie to nawet pewien rodzaj nobilitacji, a akceptacja ma źródło w buddyzmie. Rozmawiałam kiedyś z ginekologiem z Luxmedu, który robił w Bangkoku specjalizację z chirurgii plastycznej. Long story short – nigdzie nie ma takich specjalistów od zmiany płci, jak tu. Na kabaret można się udać na przykład tu. Spodziewać należy się raczej show w stylu Moulin Rouge, niż jakichś wyuzdanych striptizów.

zwiedzanie bangkoku w 2 dni

zwiedzanie bangkoku w 2 dni

Sky bary i punkty widokowe

Ja odwiedziłam sky bar w hotelu Baiyoke, widok polecam, hotelu nie. Natomiast niedawno otworzyła się w Bangkoku atrakcja, na którą wystarczy że spojrzę, i już mi się kręci w głowie. Jest to otóż taras widokowy ze szklaną podłogą na wysokości trzystu czternastu metrów. Jeżeli ktoś ma problem z wyobraźnią, proszę uprzejmie. Pierwszy raz zobaczyłam to cudo u Pani Doktor i nie ma opcji, żebym się tam nie wybrała przy najbliższej bytności (zaraz po lejdibojach).  Bilet można kupić przez internet, o tu.

zwiedzanie bangkoku w 2 dni

Pałac Królewski

Jak sama nazwa wskazuje. Czytałam opinie, że kiczowaty, nie podzielam. Byłam raz i chętnie bym powtórzyła. Przed wizytą należy pamiętać o godnym odzieniu, tj. ramiona i kolana przykryte.

zwiedzanie bangkoku w 2 dni

Asiatique

Trochę nie wiem, jak po polsku nazwać riverfront, bulwary…? Tak jak i nad Wisłą, te też są bardziej dla mieszkańców, niż dla turystów (me gusta). Znajdziemy tu nocny market z jedzeniem (alternatywa dla okolic Khaosan czy Chinatown naprawdę fajny, tu trochę więcej), restauracje, setki małych sklepików, kabaret i gigantyczny diabelski młyn. Drobna uwaga – przed 17-18 nie mamy tu czego szukać, wszystko pozamykane. Ożywa po zmroku.

zwiedzanie bangkoku w 2 dni

Trochę o stronie praktycznej:

  • Jeżeli jesteś w parze lub w więcej osób, nie wygłupiaj się i z lotniska weź taksówkę. Nie powinna kosztować więcej niż 60 PLN (wliczając koszt autostrady). Jeżeli jesteś sam, bardziej opłaca się jechać pociągiem do stacji Phaya Thai i tam wziąć taksówkę. Na pewno jakaś się znajdzie. Na lotnisku pociąg znaleźć jest bardzo łatwo, operuje od 6 rano do północy, a oznaczony jest jako Airport Rail Link. Bilet na pociąg można kupić w biletomacie i nie trzeba do tego posiadać tajskiej waluty, wystarczy karta kredytowa.
  • Jeżeli masz rozum i godność człowieka, nie nocuj na samej Khao San Road. No chyba, że masz dwadzieścia lat i lubisz spać pośrodku bardzo głośnej, całodobowej imprezy. Nie nocuj też za dwadzieścia złotych i w niczym, co ma na bookingu średnią ocen poniżej ośmiu. Czym ryzykujesz? Na przykład tu zarzyganą ścianą przy łóżku na wysokości twarzy, a tu pogryzienie przez pluskwy. Z jakiegoś powodu postanowiłam udowodnić sobie, że potrafię bardzo niskobudżetowo – wy już nie musicie. Całkiem przyjemne natomiast są pokoje tu (te lepsze, a zatem i droższe).
  • Pierwszy hotel radzę rezerwować, bo po kilkunastu godzinach w podróży latanie z bagażem w poszukiwaniu łóżka to ostatnie, na co miałabym ochotę. Natomiast z dalszymi rezerwacjami (czy to noclegu, czy transportu innego niż lotniczy) bym się nie wyrywała. W Tajlandii podróżuje się naprawdę łatwo – wystarczy wyjść na ulicę, na ulicy będzie agencja, w agencji bilety na busa w dowolne miejsce, a bus za pół godziny.
  • Cała okolica Khao San jest natomiast bardzo optymalna, jeżeli chodzi o bazę do zwiedzania. Jedzenie, masaż, impreza, zaułki z nielegalnymi pokazami muai thai, starbucksy, mcdonaldy, fałszywe paszporty i heroina z Laosu – czego byś nie potrzebował, tutaj to mają.
  • Tuk-tuki są spoko jako atrakcja turystyczna, ale nie jako standardowy sposób przemieszczania się. Taksówki z włączonym licznikiem (przypilnuj, TERN DE TAXIMETER ON SER) i ubery będą kilka razy tańsze. Podobnie jak sky train i autobusy miejskie (party hard).
  • Pływanie łódką wzdłuż rzeki jest fajne, nie stoi się w korku i jest tanio, pod warunkiem że jest to publiczny prom. Najbliższa od Khao San przystań to Phra Arthit, bilety jednorazowe można nabyć w kasach na każdej przystani. Oprócz przemieszczania się promy mają walory widokowe i towarzyskie (ja na przykład poznałam emerytowanego holenderskiego lekarza i Amerykańską turystkę, która mi powiedziała że jestem ładna i mam ładną sukienkę).
  • Na zwiedzanie pałacu królewskiego (warto) i licznych świątyń należy ubrać się godnie, tj. zakryć kolana i ramiona.
  • Typowy przekręt, z którym musisz się liczyć, jeżeli stoisz po środku ulicy i sprawdzasz na google mapsie, w którą stronę teraz, to “Hello my friend, tu jest dziś zamknięte, ale oto my inny friend i jego tuk tuk, który zawiezie cię w takie miejsca, o których śnisz swe mokre sny”. Na dziewięćdziesiąt dziewięć procent to, co chcesz zwiedzić, jest otwarte, a my friend w najlepszym przypadku zawiezie cię do sklepu innego my frienda. W najgorszym do przybytku rozkoszy, gdzie panie strzelają piłeczkami z miejsc intymnych, a ty nim się zorientujesz, wyjdziesz zubożały o kilka dużych stówek.
  • Alkohol jest kilka razy tańszy niż w Polsce. Pij tyle, żeby nie wytatuować sobie na czole imienia swojej Ex, trafić do hotelu i nie zgubić portfela i/lub paszportu. Śmiechy chichy, nadal mam na dysku pamiątkowe zdjęcia z Bangkoku, których nie pokażę za nic, nigdy i nikomu.

zwiedzanie bangkoku w 2 dni