co zwiedzić w Marakeszu
Nie pokochałam Marakeszu od pierwszego wejrzenia, jak, na przykład, Lizbony. Przed wyjazdem zrobiłam rzecz jasna szczegółowy risercz. Wynikało z niego, żeby nie wjeżdżać samochodem do medyny, oraz uważać na naciągaczy, krzyczących absurdalne kwoty za zaprowadzenie do drzwi hotelu wąskimi uliczkami odpornymi na google mapsa.

Oczywiście, po pięciu minutach prób znalezienia parkingu przed bramą starego miasta, jednokierunkowe uliczki wprowadziły nas w sam jego środek, pomiędzy osiołki, kozy, rozpędzone motocykle, ulicznych fryzjerów i sprzedawców pomarańczy. Na dodatek zaczęło robić się ciemno, a google maps – niespodzianka – co chwilę się gubił, więc bez pomocy z zewnątrz skończylibyśmy śpiąc na tylnych siedzeniach auta pośrodku placu targowego. Potem nie było lepiej: sprzedawca soku pomarańczowego rzucający na mnie klątwę, namolni handlarze chińską tandetą i amerykańskie influencerki wchodzące w kadr na każdym rogu. Ale jednocześnie wystarczy skręcić w boczną uliczkę medyny (zapamiętawszy uprzednio drogę do domu) i zmrużyć oczy, żeby zobaczyć coś bliższego onirycznemu klimatowi Tageru z filmu Jarmusha, czy chociaż kawałek bajki z tysiąca i jednej nocy. Nawet, jeżeli orientalna księżniczka nosi klapki YSL i pachnie nowym zapachem Chloe.

co zwiedzić w Marakeszu

Co zwiedzić w Marakeszu: gdzie iść i co kupić?

Plac Jemaa el-Fna

W ciągu dnia omijać szerokim łukiem, chyba że mamy ochotę na wątpliwą przyjemność, jaką jest zdjęcie z uwiązaną na łańcuchu małpką, lub ućpanym boa dusicielem. Ja nie miałam i mam nadzieję, że kiedyś ktoś wytłumaczy marokańskim władzom, że czas popracować nad innymi atrakcjami turystycznymi, niż męczenie zwierząt. Także za dnia polecam Jemaa el-Fna tylko z perspektywy którejś z licznych kawiarni z tarasami, z których widok jest warty przepłacania dwukrotnie za kawę czy sok pomarańczowy (ten Maroko ma naprawdę bezbłędny). Za to wieczorem plac zajmują stoiska ze street foodem i panami intensywnie zapraszającymi do swoich stoisk. Jeżeli chodzi o jakość podawanego jedzenia, zdania są podzielone (Anthony Bourdain się zachwycał, ale od tego czasu minęło już kilka lat). Mi trafił się doskonały warzywny tajin, zachęcam do zbadania tematu na własną rękę. Na pewno warto się przejść dla samego klimatu (a patrząc na rozstawione pod gołym niebem kuchnie i wdychając zapachy każdy zgłodnieje).

co zwiedzić w Marakeszu - Jemaa el fna

Plac Jemaa el-Fna, Marakesz

Jardin Majorelle i muzeum YSL

Bardzo chciałabym napisać, że to oaza spokoju, gdzie można odpocząć od zgiełku medyny, ale przyszłam tu około południa i przywitała mnie kolejka na co najmniej pół godziny (w lutym!). Ogród zaprojektowany przez francuskiego malarza zafascynowanego Marokiem – Jaquesa Majorelle – jest abstrakcyjnie wręcz fotogeniczny, głównie za sprawą intensywnych kolorów. Majorelle inspirował się tradycyjnymi marokańskimi domami, zdobionymi intensywnie niebieskimi elementami. Kolor ten – jaskrawa mieszanka granatu, błękitu i fioletu – zyskała nawet swoją nazwę – bleu Majorelle. Pan malarz nie był minimalistą, kolor bleu jest wszędzie: na ścianach budynków, donicach, murach i ławkach, co w połączeniu z intensywną zielenią roślin i ceglastymi chodnikami daje mieszankę jedyną w swoim rodzaju. W przylegającej do ogrodów willi lubił się zatrzymywać sam Yves Saint Laurent, pokochał to miejsce do tego stopnia, że kazał tu rozrzucić swoje prochy. Dziś w dawnej rezydencji urządzono muzeum projektanta (kolejka mniejsza, ale jest, co nie znaczy, że nie warto – można tu oglądać projekty haute couture mistrza). Na pewno przyjdę tu jeszcze raz, jeżeli kiedyś ponownie trafię do Marakeszu, ale tym razem wstanę o siódmej rano, żeby oszczędzić sobie tłumu zwiedzających, psującego trochę percepcję (jak zresztą we wszystkich popularnych turystycznie miejscach).

co zwiedzić w Marakeszu - ogrody Majorelle

co zwiedzić w Marakeszu - ogrody Majorelle

Jardin Majorelle, Rue Yves St Laurent, Marakesz

Centrum souków

Prawie cała medyna to jeden wielki souk (targ), natomiast mianem centrum souków określa się obszar na północny wschód od placu Djema el-Fna. Myślę, że do tego miejsca trzeba się odpowiednio nastawić. Na największym targu w Marakeszu nie da się uniknąć tłoku, kurzu, podróbek Lacoste’a (pełen asortyment, od tenisówek, przez koszulki, po plastikowe zegarki), a już na pewno nie, ekhm, agresywnie sprzedażowo nastawionych sprzedawców. Oczywiście w europejskim rozumieniu, arabską kulturę handlu można po prostu przyjąć as it is i wałęsanie się po uliczkach od razu stanie się jakby przyjemniejsze. Stoiska na targach są pogrupowane branżowo (souk z wyrobami skórzanymi, souk z lampami, souk made in China), więc plastikowe Lacoste’y i podróbki Ray Banów są dość łatwe do ominięcia, a kiedy już się ominie, to witajcie skarby Alibaby. Dosłownie. Jedwabne szale, wyroby ze skóry (Maroko z nich słynie), buty, torebki, piękne wiklinowe koszyki, berberyjskie narzuty, poduszki i dywany, mokry sen każdego dekoratora wnętrz. Najpierw zrobiło mi się słabo z nadmiaru wrażeń, a potem oszalałam i wyszłam stamtąd ze skórzaną pufą, licznymi pokrowcami na poduszki do sypialni, ręcznie szytymi skórzanymi oksfordami w zeberkę, oraz cudownej piękności torebką, powodującą błysk w oku warszawianek (tru story, trzy kompletnie obce kobiety zapytały mnie, skąd ją wzięłam, bo taka ładna). Uwaga, na souku nie tylko wypada, ale należy się targować, ceny wyjściowe są kompletnie abstrakcyjne.

co zwiedzić w Marakeszu

Rahba Kedima

Nadal robimy zakupy. Rahba Kedima, zwany też placem aptekarzy, to dobre miejsce do zaopatrzenia się w przyprawy, kadzidła oraz proszek do rzucania uroku na niewiernych ukochanych. Znajdziemy tu też berberyjskie wyroby z wikliny, narzuty oraz dywany. Dużo bardziej kameralna atmosfera, niż w głównym centrum souków, wokół placu znajdziemy też dużo klimatycznych knajp (polecane na wieczór, kiedy plac jest pięknie oświetlony).\

co zwiedzić w Marakeszu

Max & Jan

Niszowa marka, sprzedająca w swoim sklepie z inspirowaną etnicznie modę, akcesoria i dodatki do domu. Założony przez Maximilana Scharla, szwajcarskiego globetrottera, i stylistę – Belga Jana Pauwelsa. Sklep ma przepiękne, jasne wnętrze, a wszystkie rzeczy wykonywane są pod Marakeszem, przez lokalnych rzemieślników i szwalnie, z dbałością o zasady fair trade i zrównoważonego rozwoju. Oprócz sklepu, marka prowadzi własną restaurację i kawiarnię (taras jest obłędnie urządzony), oraz szkołę jogi.

Max&Jan, 14 Rue Amsefah, Marakesz

Maison de la Photographie

Prywatne muzeum fotografii, funkcjonujące nie tak długo, bo od dwa tysiące dziewiątego. Zbiory obejmują zdjęcia, mapy, dokumenty i slajdy, podarowane zarządzającej muzeum fundacji zarówno przez anonimowych podróżników, jak i znanych fotografów. Warto przyjść zarówno dla świetnych zdjęć, jak i klimatycznego budynku galerii.

Muzeum Fotografii, 46 Rue Bin Lafnadek, Marakesz

Le Jardin Secret

Na długo (bardzo długo) zanim klimaty urban jungle stały się modne na instagramie, arabowie doskonalili sztukę zakładania miejskich ogrodów. Zielone oazy oddzielone od ulic grubymi murami miały (czy nadal mają) naśladować raj według opisów w Koranie. Warto przyjść odpocząć od zgiełku medyny, nawet jeżeli o roślinach czy projektowaniu ogrodów wie się niewiele, a każdego domowego kwiatka do tej pory skazywało się na śmierć przez ususzenie (wliczając teoretycznie nieśmiertelne kaktusy).

Le Jardin Secret, 121 Rue Mouassine, Marakesz

Co zwiedzić w Marakeszu: gdzie zjeść?

Marakesz jest pełen knajp z każdej półki, ale przed wyjazdem warto zrobić rozeznanie. W moim przypadku pójście na żywioł skończyło się tajinem z rozgotowanych warzyw, oraz kelnerką, która całą porcję kebaba z baraniny wywaliła na mojego chłopaka (dużo sosu, ostatnie czyste spodnie). Nie zawsze wizyta w przypadkowej knajpie musi skończyć się tak dramatycznie, ale chyba lepiej wybrać się w przyjemne miejsce z dobrym jedzeniem, niż ryzykować płacenie rachunku za rozgotowaną cukinię.

Atay Cafe

Kawiarnia oferująca też opcje lunchowe, z przepięknym tarasem (w pastelowo – etnicznym stylu). Można przyjąć tajin  z widokiem na dachy i minarety, a potem leniwie popijać kawę i sok pomarańczowy. Obsługa, no cóż, trafiła mi się taka wyjątkowo ceniąca life-job balance, także podczas pobytu w pracy.

Atay Cafe, 62, rue Amsefah, Marakesz

Nomad Marakkech

Fajne miejsce na kolację, może niekoniecznie finediningowe, ale karmiące bardzo przyzwoicie. Położone jest przy wspomnianym już wcześniej Placu Aptekarzy, dobrze jest przyjść tu wieczorem i wybrać miejsce na tarasie, jest pięknie oświetlony, a widok to atrakcja sama w sobie. W karcie kuchnia marokańska, a na szczególną uwagę zasługują desery (na ciasto pomarańczowe z kardamonem i imbirem zawsze znajdzie się dodatkowy żołądek).

co zwiedzić w Marakeszu Nomad

co zwiedzić w Marakeszu - Nomad

Nomad Marakkech, 1 Derb Aarjane, Medina, Marakesz

Le Jardin

Jedna z najbardziej znanych restauracji w Marakeszu. Można przyjść na lunch i kolację, a w karcie znajdziecie głównie kuchnię marokańską, podaną raczej nowocześnie. Le Jardin jest znany przede wszystkim ze swojego oryginalnego designu (zielone marokańskie płytki, my love) i przepięknego ogrodu (co nie znaczy, że karmią źle). Mohito wprawdzie nie ma w karcie, ale jeżeli poprosicie kelnera, wjedzie na stolik i raczej nie będziecie żałować.

 

Co zwiedzić w Marakeszu: gdzie spać?

Marokańskie hotele to raj dla miłośników pięknego designu. Oczywiście, obecne są wielkie sieci, takie jak Marriott czy Hilton, ale najlepiej wybrać typowe dla tego regionu butikowe hotele. W dużej części urządzone są w tradycyjnych marokańskich domach – riadach, o charakterystycznej budowie (wysoki mur bez okien od zewnątrz, oraz wewnętrzne patio z basenem lub fontanną, wokół którego ciągną się pokoje z oknami do wewnątrz). Typowy jest też taras słoneczny, gdzie przy sprzyjającej pogodzie są podawane śniadania (ja się upierałam nawet przy niesprzyjającej).

Riad Goloboy

Jakkolwiek by to nie brzmiało, połączenie pop-artu i tradycyjnego, etnicznego marokańskiego stylu. Na ścianach zdobionych marokańskimi kafelkami wisi Andy Warhol, a jeśli ma się szczęście, można trafić na pokój z intensywnie różową łazienką. Absolutnie niesamowite patio pomalowane na le bleu majorelle, z basenem pośrodku, oraz przestronne pokoje. Cena też nie wysadza z kapci, what’s not to like.

Riad Goloboy, Derb Mbarek, Marakesz

Riad Yasmine

Zielone, pełne egzotycznych roślin patio z basenem ma taki klimat, że w zasadzie może się odechcieć zwiedzania. Ewentualnie, można zmieniać leżankę przy basenie na hamak na tarasie, i czasem usłyszeć jakieś odgłosy miasta. Uwaga – z racji swojej fotogeniczności riad Yasmine jest bardzo popularny wśród gwiazd i gwiazdek social media, więc lepiej nie czekać z rezerwacją do ostatniej chwili.

Riad Yasmine, 209 Rue Ank Jemel, Marakesz

Riad de Tarabel

Coś dla lubiących klasykę (ale nie nudę), albo wybierających się do Marakeszu w podróż poślubną lub po prostu romantyczny wypad. Położony w spokojnej części medyny, obok pałacu królewskiego, urządzony w kolonialnym, ale lekkim stylu, ze świetnie urządzonymi pokojami (większość z wanną naprzeciwko łóżka, część z lustrami weneckimi, właścicielem jest francuski arystokrata z, jak widać, hedonistycznym podejściem do życia). Pokoi jest tylko dziesięć, ale hotel dysponuje dobrą restauracją, basenem i hammamem (marokańskie spa).

 

Riad de Tarabel, Derb Sraghna, Marakesz