Time out market Lizbona
Gdzie zjeść w Lizbonie?

They say it’s a woman’s dream to find the perfect man. That’s crap, all we want is to eat anything we want without getting fat. To marzenie może ziścić się w stolicy Portugalii. Doskonałe żarcie jest dostępne na każdym rogu, a do tego wszędzie jest pod górkę. Like, ostro pod górkę. Bez obaw, spalimy każdego pasteis de nata, każdą krewetkę utopioną w masełku i każdy kieliszek wiśniówki. Czytałam wiele opinii mówiących, że kuchnia portugalska jest nudna i tłusta. Żeby wyrobić sobie zdanie przeciwne, wystarczy iść gdziekolwiek, gdzie w menu nie ma zdjęć potraw.

Pani Spineczka za ladą w O Trevo

Na hasło „co zjeść w Lizbonie” znajdziemy w internecie opisy ceviche z rekina, łososiowych bugerów w czarnej bułce i płynących masłem pasteis de nata. No więc owszem, na pewno warto odwiedzić gwiazdorskie restauracje, utytułowanych szefów i połknąć dwa denaciki prosto z pieca. Ale – wszystkim, którzy w Lizbonie są po raz pierwszy, serdecznie polecam mój ulubiony placyk Luís de Camões i bistro O Trevo.

Miejscówkę poleciła mi dwa lata temu koleżanka Iga, poleca ją też nieodżałowany Anthony w odcinku o Lizbonie. O Trevo jest bardzo nie fancy, za to bardzo lizbońskie. Za ladą urzęduje pani, którą Iga nazwała Panią Spineczką (grzywka przypięta wsuwką, nie wpada do nalewanego napoju). Rzeczona Pani Spieczka serwuje tradycyjne dla stolicy Portugalii bifany –buły z grillowanym schabowym, musztardą i sosem piri-piri. Całość obowiązkowo okraszona małym piwem. Klimat miejsca współgrający ze schabowym w bułce – na podłodze pogniecione serwetki, na stolikach resztki musztardy, przy ladzie portugalska babcia, pan z różowymi włosami i zagubiony chiński turysta.

Lizbona gdzie zjeść - Baxia

O Trevo, Praça Luís de Camões 48

Ciastko denata w Manteigaria

Od małego uznaję tylko jeden jedyny słuszny sposób jedzenia wedlowskich delicji. Delicję należy obgryźć dookoła galaretki, zdjąć i zjeść czekoladę z galaretki, następnie samą galaretkę i pozostały biszkopcik. Myślę, że Portugalczycy mają podobny patent na swoje pasteis de nata – ociekające masełkiem tartaletki z budyniowym nadzieniem (najpierw nadzienie, łyżeczką, potem tartaletka). Internet i przewodniki twierdzą, że po jedynie słuszne pasteis należy jechać do dzielnicy Belem. Tam wystać swoje w kolejce i wyjść z białą torbą z niebieskim napisem, denaty niosąc w kartonowym pudełeczku, by zjeść je na murku z widokiem na Pomnik Odkrywców. No więc można, ale wcale nie trzeba.

Doskonałe ciastka prosto z pieca sprzedaje Manteigaria, w pobliżu znanego już nam placyku Luís de Camões.  Cukiernia jest malutka, w sam raz na szybkie podwyższenie poziomu glukozy i kofeinę po bule ze schabowym u Pani Spineczki. Jeżeli mamy jeszcze miejsce a pogoda dopisuje, na placyku Luís de Camões znajdziemy też kiosk. Nie ma tu gazet i papierosów, jest za to lokalna wiśniówka, wino, piwo i inne alkohole, doskonałe na trawienie.

Manteigaria Lizbona

Manteigaria, Rua do Loreto 2

Lizbońskie Koszyki – Time out market / Mercado de Ribeira

Wielką halę targową z knajpowymi stoiskami również poleca cały internet, z którym tym razem się zgadzam. Bywalcom warszawskich Koszyków wnętrze hali może wydawać się znajome, ale tylko na pierwszy rzut oka. W odróżnieniu od swojej warszawskiej młodszej siostry, hala Mercado de Ribeira serwuje bowiem dobre jedzenie. Z długiej listy lokali możecie wybrać zarówno klasyczną, jak i nowoczesną kuchnię portugalską, owoce morza, mięsko w bule, burgery i pizza, sushi, ciasta i najsławniejsze portugalskie lody w lodziarni Santini. W hali byłam kilkanaście razy i nacięłam się raz, na burgerze z łososia w czarnej bułce w O Prego de Peixaira. Rzeczonego burgera poleca pół internetu, bo ładnie wygląda na zdjęciach, ale trafiła mi się wczorajsza bułka i wysuszony łosoś. Niemniej inne kanapki wyglądają godnie, więc zamierzam spróbować przy najbliższej bytności.

Lizbona mercado da ribeira

W hali rezyduje też kilka stoisk znanych portugalskich restauratorów. Nie oznacza to oczywiście, że gwiazdy kuchni lizbońskiej stoją za ladą osobiście, ale za menu ręczą swoim nazwiskiem. Moje ulubione stoisko to Marlene Vieira – za niecałe piętnaście euro dostaniemy tu dwudaniowy obiad z deserem i kieliszkiem wina. Możemy też bez wyrzutów sumienia iść w pięcio lub ośmiodaniowe menu degustacyjne. W Lizbonie jest wszędzie pod górkę i na pewno kolację szybko spalimy, nawet jeżeli zaliczymy małego denata w Manteigarii, która ma swoje stoisko także w Time Out. Nie wiem jak wy, ale ja na słodkie mam osobny żołądek.

Lizbona restauracje mercado da ribeira

Time out market, Av. 24 de Julho 49

Schabowy na deser w Ramiro

Restauracja – legenda. Zapoznany w zeszłym roku lizbończyk utrzymuje, że po rocznych wojażach po świecie, powróciwszy do rodzinnego miasta pierwsze kroki zamiast do mamusi, skierował do Ramiro. Do restauracji trzeba odstać swoje (w moim przypadku było to czterdzieści pięć minut). Serwuje wyłącznie owoce morza, przyrządzane najlepiej jak można – czyli prosto. Zaświadczyć osobiście mogę za krewetki w masełku, z czosnkiem i pietruszką, oraz za Gamba Tigre Grande (duże krewetki, zmieściłam pół). Wszystko podlane piwem i zagryzane grzaneczkami z masełkiem, więc klasyczny deser podawany w Ramiro – buła ze schabowym – już mi się nie zmieściła. Polecam przyjść na bardzo głodno, albo oszczędnie dawkować piwo i grzaneczki.

Lizbona polecane restauracje Ramiro

Cervejaria Ramiro, Av. Alm. Reis nº1 – H

Kieliszeczek porto i ciastko z dorsza – Casa Portuguesa do Pastel de Bacalhau

Z pewnością nie jest to knajpa off the beaten track, gdzie hipsterzy z kinfolkiem, emeryci przy porannej gazecie, a emerytki przy kawie i ploteczkach. Casa Portugesa mieści się w popularnej wśród turystów dzielnicy Chiado. Przewalają się przez nią wycieczki z parasolkami i na pewno nie jest to miejsce na wielogodzinną posiadówkę. Ale – serwują tu genialnego fastfooda – dorszowe krokieciki nadziewane owczym serem Serra da Estrela, prosto z pieca. Dostępny jest też zestaw – krokiecik plus kieliszek porto, który to bardzo serdecznie polecam w charakterze szybkiej przekąski.

Lizbona piknik

Casa Portuguesa do Pastel de Bacalhau, R. Campo dos Mártires da Pátria 108    

Grillowany kurczak w Restaurante Primavera

Kolejne flagowe lizbońskie danie, kurczak z rożna. Chrupka brązowa skórka, sos piri-piri, do tego frytki, sałatka z pomidora z cebulką i piwo Sagres. Knajpa jest cudownie oldschoolowa, obsługują przesympatyczni starsi kelnerzy, a za kolację z winem zapłacimy nie więcej, niż dziesięć euro od osoby. Knajp z kurczakiem z rożna jest w Lizbonie mnóstwo, tę polecam odwiedzić, jeżeli akurat jesteście w pobliżu metra Arroios i jesteście głodni. Proste, smaczne i fajny klimat.

Restaurante Primavera, R. Morais Soares 101

Bardzo hipsterskie i bardzo czekoladowe ciastko w Lx Factory

Jeżeli przyjeżdżacie do Lizbony po raz pierwszy, z dużym prawdopodobieństwem nocujecie w dzielnicy Barrio Alto lub Chiado, więc do Lx Factory macie kawałek – dłuższy spacer lub kilka przystanków tramwajem. Samo Lx Factory to ogromna przestrzeń na terenie dawnych fabryk tekstylnych, zaraz przy moście 25 kwietnia. To miejsce to mokry sen influecerek, instagramerek, hipsterek i wszystkich innych, którzy akurat się nie odchudzają. Bardziej berlińskie od połowy Kreuzbergu.

Lizbona kawiarnie urban underground

W Lx Factory znajdziemy restauracje, kawiarnie, kluby nocne, studia tatuażu, lizboński klub surferów, biuro podróży „We hate tourism”, przestrzeń coworkingową, bar na dachu z widokiem na Tag, sklepy z alternatywną modą i designem, oraz bodaj najsłynniejszą lizbońską księgarnię Ler devagar (dają kawę i wino!). Nie jadłam lunchu w żadnej z restauracji (a podobno warto), ale z czystym sumieniem mogę polecić czekoladowe ciastko w Landeau chocolate. Jeżeli wam mało słodkiego lub jest za mało alternatywnie, możecie też zjeść serniczek z sosem malinowym siedząc w autobusie, który stoi na dachu innego autobusu.

Lx Factory, R. Rodrigues de Faria 103