gdzie zjesc we wroclawiu
Pierwszy raz odwiedziłam Wrocław, kiedy nie wysechł jeszcze dobrze po powodzi tysiąclecia,  a na murach dało się zauważyć linię, do której podeszła woda. Nie były to długie odwiedziny, spędziłam we Wro parę godzin w oczekiwaniu na pociąg do Kamieńca Ząbkowickiego, żeby potem przesiąść się raz jeszcze i wylądować gdzieś na końcu świata i okolic.

Na tę dwutygodniową wakacyjną wycieczkę zabrała mnie mama, odciągając od ukradkowego palenia papierosów na klatkach schodowych i ściemniania w barze Murzynek, że mam już lat że hoho i można mi legalnie sprzedać piwo (zdecydowanie nie można było). Byłam więc na Wrocław ciężko obrażona i zamiast podziwiać hanzeatyckie wpływy, uparłam się siedzieć przy fontannie we właśnie otwartej Galerii Dominikańskiej, i spożywać lody. Być może, że w wieku lat siedemnastu nie miałam pojęcia o Lidze Hanzeatyckiej, a trylogia husycka Sapkowskiego jeszcze nie wyszła, więc nie miałam odpowiedniego backgroundu, żeby się Wrocławiem nadmiernie podniecać. Oddajcie mi moje L&My za śmietnikiem, krzyczało we mnie wszystko.

Dobrych parę lat później tak się złożyło, że zaczęłam odwiedzać Wrocław towarzysko, i tak już zostało. Z początku odwiedzanie Wrocławia nie było wcale łatwe, samochodem trwało to jakieś siedem godzin (z obowiązkowym przystankiem na zdjęcie pod tablicami z nazwami mijanych miejscowości, to jest Praga w łódzkiem, oraz Tumidaj). Teraz odwiedzam nadal, z tym że dojazd jest o wiele bardziej komfortowy, Pendolino jedzie trochę ponad trzy godziny, a mój rekord za kółkiem to dwie godziny pięćdziesiąt, ale nie próbujcie go powtarzać, bo to nielegalne i niebezpieczne.

Nie mogę powiedzieć, żebym czuła się we Wrocławiu jak w drugim domu, ale na pewno jest to moje drugie po Warszawie ulubione miasto w Polsce, i jakbym gdzieś się miała przenosić, to tu. Nie będę pisała o mostach z kłódkami (to szkodzi mostom), wrocławskich krasnalach (no jakoś nie), ani wrocławskim zoo (wydaje mi się, że żyrafom jest lepiej w buszu, a pingwinom na Półwyspie Przylądkowym). Fajnych miejsc we Wrocławiu tyle, że starczyłoby mi na książkowy przewodnik (tu już trochę zresztą było) i wcale nie podejmuję się wyczerpać wszystkich, umówmy się więc, że to moje ostatnio ulubione. Czyli takie, gdzie się je.

Gdzie zjeść we Wrocławiu – kuchnia azjatycka
Woo Thai

Kiedyś Woo Thai był takim nieco lepszym chińczykiem (to znaczy takim azjatyckim fastfoodem, gdzie podawali azjatyckie jedzenie, a nie kulki z kurczaka w panierce z surówką z kapusty kiszonej). Po kilku latach ładnie się rozrósł i teraz możemy przyjść na coś szybkiego do dolnej, streetfoodowej części, albo górnej restauracyjnej, z nieco inną kartą. Nie wiem, jak teraz, ale jakoś trzy lata temu zamówiłam Tom Yum oznaczoną w karcie trzema papryczkami (e, na pewno nie będzie taka BARDZO ostra), kręci mnie w nosie na samo wspomnienie. Jakoś bardziej przemawia do mnie część streetfoodowa (mam wrażenie, że góra podaje podobną jakość, tylko w ładniejszym otoczeniu i z lepszych talerzy, oraz drożej), prawie zawsze zamawiam pad thaia i jeszcze na tym źle nie wyszłam.

wroclaw woo thai

Woo Thai, Grunwaldzka 67

Woosabi

O tym, że na Włodkowica 21 we Wro była kiedyś zupełnie inna knajpa, i ja w niej nawet byłam, i jadłam pstrąga z masełkiem, przypomniałam sobie dopiero w charakterystycznym kiblu. A i tak ledwo, bo okleili tapetą w małpki. Poprzedni restauratorzy zniknęli nagle, acz tajemniczo, tym życzę więcej szczęścia (oraz wprowadzenia śniadanek do karty). Woosabi jest bardzo przestronne, więc stolik na dwie osoby dostaniecie zawsze (w niedzielę w porze obiadowej nie było problemu, a wręcz dało się pogrymasić). Karta jest dość specyficzna i określiłabym to tak: “weź coś azjatyckiego, dodaj dużo rzeczy, które Europejczyk lubi, ale tak,  żeby mu się wydawało, że to zdrowe, polej srirachą i majonezem i podaj z frytkami. Mogą być z batata”. Nie to, że niedobre, nazwijmy to po prostu kosmopolityczną wersją azjatyckiego streetfoodu. W karcie mamy dwie główne pozycje: bułeczki bao nadziane licznymi rzeczami (od wołowiny, przez marynowanego łososia, aż po tofu), oraz bowle z ryżem i dodatkami. Byłam trochę smutna, kiedy okazało się, że w moim bowlu z sushi w nazwie nie było sushi, tylko osobno ryż, a osobno kawałek algi, ale umówmy się, trzeba było czytać drobny druk. Grunt, że mi smakowało.

woosabi wroclaw

woosabi wroclaw

woosabi wroclaw

Woosabi, Włodkowica 21

Yemsetu

No dobrze, napiszę to, nie pykło. Ja rozumiem, że mały lokal i nieformalna atmosfera, ale głośne i dosadne zwracanie uwagi pracownikom przy gościach jest bardzo niefajne. Może szefostwo miało gorszy dzień i źle trafiłam, nie wiem, ale trochę nie mam ochoty trafić jeszcze raz. Być może z tego względu ramen mnie nie zachwycił. Sushi nie próbowałam (a to właśnie z sushi słynie Yemsetu), ale rolki kręcone przez panią za barem wyglądały bardzo zacnie.

wroclaw yemsetu

gdzie zjeść we wrocławiu - yemsetu

Yemsetu, Plac Piłsudskiego 5

Okami

Wizytę w Okami zarządziła koleżanka Ania, na dzień po niefortunnym rosołku w Yemsetu, więc byłam odrobinę sceptyczną. A już na pewno nie miałam dużych oczekiwań. Niesłusznie, Okami serwuje bardzo przyzwoity ramen, może bez jakichś eksplozji smakowych i orgazmów na języku, ale było całkiem przyjemnie. Miejsce pamiętam z czasów, kiedy mieściło się tu BLT (jak sama nazwa wskazuje, serwujące kanapki BLT), obecnie jest fajnie zaaranżowanym barem z daniami z różnych kuchni azjatyckich. Mamy więc ramen, są wietnamskie kanapki banh mi (dałabym im jednak bagietkę, a nie włoską ciabattę, ale może to wypadek przy pracy), zupa pho, kim chi i tajskie sataye. W karcie widziałam też pozycję “kotlet schabowy”, ale udajmy, że to mi się przyśniło. Nie mam uwag.

gdzie zjeść we wrocławiu - okame

wrocław okame

Okami, Ruska 58/59

Gdzie zjeść we Wrocławiu – kuchnia polska
Młoda Polska

Mój faworyt całej listy. Nowe miejsce, otwarte w sierpniu tego roku, z autorską kuchnią Beaty Śniechowskiej. Bardzo fajny, nowoczesny projekt wnętrza (duuużo miejsca) na parterze odnowionej kamienicy Oppenheimów na placu Solnym. Młoda Polska to w zamyśle bistro (czyli połączenie restauracji z kawiarnią i barem, o nieco luźniejszej atmosferze i niekoniecznie z białymi obrusami) w nowym wydaniu, z dobrą, nowoczesną kuchnią polską. Przyszłam tu na lekki lunch, który okazał się nielekki dla portfela – w karcie nie ma opcji lunchowych i musiałam komponować z przystawek z menu głównego. Uwaga – menu nie jest marzeniem wegetarian (a już na pewno nie wegan, to broń boże nie zarzut, skoro już w nazwie mamy kuchnię polską, to wiadomo, czego się spodziewać). Na swój lekki obiadek przyjęłam czekadełko (chłodnik, dla mnie trochę za słony, ale ostatnio mniej solę, to może tylko wrażenie), pastę z fasoli z chlebkiem (w wersji mięsnej można dostać pastę z prosiaczka, czyli smalec), oraz matiasa z ziemniaczkiem (był ekstra). Dobrze, że na słodkie mam drugi żołądek, bo zmieścił mi się też mrożony nugat z olejem dyniowym, chyba najlepszy deser od czasów rządów Agaty Wojdy w Opasłym Tomie na Foksal. Dodatkowy plus za obsługę – trafiła mi się bardzo ogarnięta pani kelnerka, z którą można było miło porozmawiać o składnikach podawanych dań. What’s not to like.

gdzie zjeść we wrocławiu - młoda polska

wrocław młoda polska

Młoda Polska bistro&pianino, Plac Solny 4

Gdzie zjeść we Wrocławiu – pizza

Wydaje mi się, że pizza dla Wrocławia jest tym, czym kebab dla Warszawy – zawsze, wszędzie, o każdej porze, na każdym rogu. Chyba nigdzie nie widziałam takiego zagęszczenia pizzerii na metr kwadratowy, co we Wrocławiu. Pierwszą wrocławską pizzą poczęstowano mnie na chacie, i była to wyrośnięta na dwa centymetry buła z dostawy, pokryta papryką i kukurydzą, z sosem czosnkowym, no dosłownie jak u mamy w latach dziewięćdziesiątych. Od tamtego czasu przeszłam pizzową ewolucję, byle jakiego glutenu nie jadam (szkoda mi kalorii, które mogłabym przeznaczyć na coś dobrego), a najlepiej, żeby to był gluten w stylu neapolitańskim. Tak się składa, że pizzy neapolitańskiej jest we Wrocławiu chyba więcej niż w Warszawie (nie wiem, może bliżej matecznika). Na liście mam dwie, o których internet same ochy i achy: Vaffa Napoli i Iggy Pizza. Niestety, mój żołądek ma ograniczoną pojemność, więc te dwa adresy są na to-do liście. Kto wie, może następny pobyt we Wrocławiu spędzę na glutenowej orgii. Jeżeli tak, na pewno podzielę się wrażeniami.

Vaffa Napoli, Włodkowica 13

Iggy Pizza, Kuźnicza 7

Gdzie zjeść we Wrocławiu – kawa, herbata, lodzik, płaszcz?
Lody Krasnolód

Zestawień wrocławskich lodów jest mnóstwo, większość zaczynających się od klasyki, czyli lodziarni Roma. Nie wiem jak obecnie, kiedy próbowałam ją przetestować trzy lata temu, nie można było płacić kartą, co mnie zawsze niemożebnie irytuje (no litości, interczardże są już pieśnią przeszłości, Polska bezgotówkowa, ostatnio na wrocławskim Świebodzkim widziałam panią z pościelą z kory, u której można było zbliżeniowo). Nie podejmuję tworzenia żadnych rankingów, dość że w Krasnoludzie moje snobistyczne lodowo podniebienie było zadowolone. Na pewno nie z proszku, oraz interesujące smaki (cztery-pięć dziennie, codziennie inne). No i blisko Woosabi, można na deserek.

gdzie zjeść we wrocławiu krasnolód

wrocław krasnolód

Krasnolód, Włodkowica 25

Kawiarnia Paloma

Kawiarnia i sklep z kawą na placu Solnym, nie musi zamawiać ziaren w berlińskim Barnie, bo wypala na miejscu. Oprócz klasyki (espresso po sześć złotych, czy Warszawa mnie słyszy?), możemy spróbować różnych ciekawych wynalazków na ciepło i zimno (kawa z miodem, czy po tajsku). Generalnie jestem kawowym ortodoksem, ma być mała, czarna i bez cukru (ze skrętem w kierunku espresso tonic na lato), ale jak ktoś lubi inaczej, to zamiast kolejny raz do Etno, spróbujcie tu.

wrocław paloma

Paloma Coffee Roastery, Plac Solny 8/9

Gdzie zjeść we Wrocławiu – piwo, orzeszki&more
Karavan Bar

Dzielnica Czterech Świątyń, gdzie mieści się Karavan, to wrocławskie zagłębie zakładów pogrzebowych (ale i fajnych knajp), mamy więc dwa w jednym. To znaczy dwa tylko z nazwy, Karavan prowadzi tylko działalność gastronomiczną, do tradycji dzielnicy nawiązując głównie wystrojem (świetny, btw). Byłam tu w tygodniu, w środku dnia, więc zastałam klimat raczej lunchowy i lekko senny, ale wygląda mi na miejsce, które wieczorem ożywa. Wpadłam tylko na kawę i zdjęcia kościotrupów na ścianach, więc nie dam sobie nic uciąć za tutejszą kuchnię, ale znam takich, którzy twierdzą, że nie trują, przeciwnie. Menu nie jest jakieś oszałamiająco zaskakujące (burgery, kanapki, sałatki etc), ale knajpa w nazwie ma bar, więc wystarczy mi, żeby te burgery były smaczne, żebym uznała temat za rozwiązany konsekwentnie.

wrocław karavan

gdzie zjeść we wrocławiu karavan

Karavan Bar, Świętego Antoniego 40

ZaZoo Beach Bar

Odjeżdżamy z centrum, mijamy most Zwierzyniecki, i mamy bardzo przyjemną letnią miejscówkę do leżenia na leżaku, patrzenia na Odrę i powolnego picia cydru. Pizza też się znajdzie, jeżeli najdzie nas głód, ale za jakość nie świadczę, bo nie próbowałam. Koleżanka Kasia, która mieszka dziesięć minut na piechotę, donosi że czasem przeginają z decybelami i ciężko usiedzieć, ale przeważnie jest ok. Na pewno jest bardziej kameralnie, niż w Warszawie nad Wisłą, i to raczej na plus. Jeżeli nas nosi, albo dobór muzyki irytuje, można przejść kilkadziesiąt metrów w stronę, za kładkę Zwierzyniecką, gdzie w tym roku otworzona została kolejna plażowa miejscówka, Odra-Pany. Duży wybór alko, ale chyba wolałabym tu przyjść najedzona, bo w menu stoją chipsy i orzeszki. Niemniej, bardzo zazdroszczę koleżance Kasi lokalizacji, dziesięć minut spaceru i impreza na plaży, też tak chcę.

ZaZoo Beach Bar, Wybrzeże Wyspiańskiego 39E

Gdzie zjeść we Wrocławiu – poza konkurencją
Targowisko Na Młynie

Wspaniałe miejsce i w ogóle temat na osobny wpis, niekoniecznie jedzeniowy, ale wytropiłam tu wspaniałą panią z kiszonkami, i uważam że należy się tym odkryciem podzielić z internetem. Pani ma chyba wszystko, co da się ukisić, od rzodkiewek, przez cytryny, aż po kimchi z ananasem (łagodne) i truskawkami (pikantne bardzo). O ogórkach nie wspominając. Nie bardzo potrafię opisać, gdzie konkretnie pani stoi, ale idąc od parkingu pod Koroną kierowałam się na wprost nie odbijając specjalnie, pani po prostu przede mną wyrosła. Uwaga, lepiej wziąć swoje pojemniczki, bo pani ładuje w jednorazowy plastik.

wrocław młyn

wrocław młyn

Targowisko Młyn, Poprzeczna 33