jak zarezerwować hotel - 25hours hotel

Spałam w życiu w różnych miejscach, od pięciu gwiazdek, gdzie boy leciał wydzierać mi z rąk walizkę, przez różne późne gierki, po tajskie hostele, gdzie kibel i prysznic stanowiły jedno pomieszczenie metr na metr. Większość mojej podróżniczej kariery było mi bardzo wszystko jedno, gdzie śpię, a jedynym kryterium wyboru miejsca do spania była cena.

Coś we mnie pękło, kiedy w „hotelu” w Bangkoku obudziłam się z nosem przy obrzyganej ścianie z bonusowymi śladami krwi (no tak, był tani, jeżeli nie najtańszy). Po tym granicznym doświadczeniu dojrzałam do wniosku, że skoro skończyłam lat trzydzieści i zarabiam wystarczająco, żeby nie urągać swojej godności osobistej, to czas zmienić podejście i spać w ładnym, a nie tanim. Co nie znaczy, że należy bez sensu przepłacać, skoro można nie. Zebrałam więc parę moich patentów na zoptymalizowanie stosunku jakości do ceny w tej dziedzinie. Plus parę słów o hotelach z segmentu tak zwanego affordable luxury/lifestyle, które w pierwszym świecie są obecne od jakiegoś czasu, a powoli wchodzą także na rynek polski.

Zamek Janów Podlaski

Po pierwsze – risercz jest odpowiedzią

Zawsze porównuję cenę z zewnętrznego sytemu rezerwacyjnego (booking, HRS, kayak, etc.) z cenami ze strony obiektu. Nie ma tu reguły. Czasem lepszą ofertę ma hotel bezpośrednio (powszechną praktyką są rabaty 10-15% w zamian za zapisanie się na newsletter), czasem pośrednik (bo a to mamy uprawniający do zniżki kod, a to status frequent bookera, a to akurat wyskoczy okazjonalna promeczka sezonowa). Porównanie cen zajmuje chwilę, a możemy zaoszczędzić stówkę na jakiś zbożny cel. Na przykład miłą kolację z deserem.

Poza programami lojalnościowymi (przyznam, że nigdy nie chciało mi się w to bawić, wymiękałam gdzieś na etapie drugiego zdania warunków przystąpienia), sieci hotelowe dają zachęty dodatkowe. Na przykład po rejestracji konta na stronie hotelu Motelone dostałam kod na śniadanko przy kolejnej wizycie w dowolnym obiekcie sieci (co mi przypomina, że leży niewykorzystany, a do Berlina tak blisko). Podobnie rzecz się ma z budżetowymi noclegami w takiej, na przykład, Azji. Tu zawsze sprawdzał mi się patent z odnalezieniem interesującego miejsca na bookingu i bezpośrednim kontakcie przez telefon albo facebooka. Przeważnie skutkowało to mniej więcej dziesięcioprocentową zniżką.

Zamek Janów Podlaski

Po drugie – lokalizacja, lokalizacja, lokalizacja

Niezależnie, czy mówimy o citybreaku w Europie, czy wycieraniu tyłkiem kurzu w lankijskich autobusach, zła lokalizacja może zrobić krzywdę naszym podróżniczym planom. Fajnie mieć spanie blisko interesujących nas obiektów (czy to bar z wermucikiem, czy to kościółek z barokowymi rzeźbami, są też amatorzy obydwu). Nie zliczę przypadków, kiedy zdelegowałam obowiązek rezerwacji noclegu komuś, kto nie spojrzał na mapę, albo sama nie spojrzałam na mapę i lądowałam na jakichś suburbiach, gdzie zimno, po dwudziestej głucho, i do wermuciku daleko.

Lokalizację trzeba też brać pod uwagę podróżując samochodem. O ile w Polsce jest prosto (chociaż ja bym to skomplikowała, bo nie kocham aut w centrach miast) i strefy płatnego parkowania ograniczone są do dni powszednich, do 18, to w innych krajach parkowanie wymaga prawdziwej ekilibrystyki. Na przykład do Berlina nie wjedziecie autem bez naklejki „umweltzone” na szybie (tzn. wjedziecie, ale dostaniecie mandat). Z kolei Wiedeń ma bardzo tanie parkingi park&ride na obrzeżach i turbo wysokie opłaty za parkowanie w centrum, co trzeba wziąć pod uwagę bukując hotel (ja przy zbliżającej się wizycie w Wiedniu planuję zostawienie auta na takim parkingu i poruszanie się metrem, nie będzie dylematów typu komu wino, a komu kierownica).

Hotel Puro Gdańsk

Po trzecie – Internet prawdę ci powie

Zawsze, ale to zawsze sprawdzam średnią ocen danego obiektu. Od jakiegoś czasu google pokazuje nie tylko opinie użytkowników google maps, ale także zagregowane recenzje z wielu portali rezerwacyjnych. Można też popatrzeć na średnią na bookingu, gdzie użytkownicy aplikacji oceniają kilka różnych kryteriów, co pozwoli bliżej sprawdzić aspekt, który nas najbardziej interesuje. Tu drobna uwaga – jeżeli obiekt ma wysoką średnią opartą o pięć opinii, to mamy spore ryzyko, że te pięć opinii wystawiło trzech kumpli, mama i siostra właściciela. Jeżeli natomiast średnia wynosi 9/10 przy dwóch tysiącach opiniodawców, to prawdopodobieństwo udanego pobytu rośnie.

Jeżeli chodzi o obiekty w Europie, po kilku doświadczeniach typu zapadające się łóżko (Sevilla), brudny kibel (Cordoba), czy ciasna klitka bez okien (Lizbona), nauczyłam się nie rezerwować nic, co ma na bookingu średnią niższą niż 8.5. Oczywiście przy założeniu, że nie biorę tego, co najtańsze, a to, co ładne i ma dobry stosunek jakości do ceny, gdybym szukała najtańszego, to by mnie średnia ocen obchodziła mniej. Ważna jest też jakość opinii. Po niektórych wywodach użytkowników bookingu od razu widać, że to człowiek ma problem ze sobą, a nie hotel ze standardem, ale jeżeli wątek typu syfiaste ręczniki powtarza się w kilku kolejnych, to wiedz, że coś się dzieje. Zupełnie nie ma potrzeby płacić za ryzyko śmierdzącego ręcznika, jeżeli kolejne dziesięć miejscówek takiego ryzyka nie generuje, a kosztuje tyle samo.

Trochę inaczej sprawa wyglądała w Azji, konkretnie na Sri Lance. Lankijczycy są niesamowicie gościnni i mili (w większości), co przekłada się na oceny większości niewielkich guesthouse’ów i pensjonatów. Z moich obserwacji wynika, że nocleg, któremu w Europie nikt nie dałby więcej niż 5/10 (biorąc pod uwagę warunki i wyposażenie pokoju), tu miał oceny 9/10, chyba tylko dlatego, że goście chcieli odwdzięczyć się za uprzejmość i serdeczność, niekoniecznie oceniając sam obiekt.

Hotel Sadova Gdańsk

Po czwarte – gdzie oprócz bookingu?
Lifestyle hotels

Ostatnio furorę robią sieci hotelowe, które za target obrały sobie nieco młodszego klienta, który to klient ma trochę mniej kasy niż typowy bywalec pięciu gwiazdek, ale za to lubi mieć ładnie i wyrósł już z hosteli. Hotele z segmentu lifestyle/affordable luxury mają przeważnie cztery gwiazdki, oryginalny i charakterystyczny wystrój, dużo przestrzeni zachęcających do interakcji pomiędzy gośćmi, jeden lub dwa bary, a w menu śniadaniowym uwzględniają wegetarian i wegan. Natomiast same pokoje nie są duże i w wersji podstawowej są okrojone z udogodnień typu szlafrok czy ekspres do kawy (chociaż można dopłacić za większy i lepiej wyposażony pokój).

Kilka hoteli z tego segmentu, które albo odwiedziłam, albo chętnie odwiedzę w najbliższej przyszłości, to:

Motel one

– sieć obecna głównie w krajach niemieckojęzycznych, ale i kilku innych europejskich, niedługo także w Warszawie na Tamce. Przyjemny wystrój, dobre lokalizacje, ale pokoje niewielkie i podstawowo urządzone. Ceny od 69 EUR za dwójkę, zależą od lokalizacji.

Hotel Motel One

Hotel Motel One

Mama Shelter

– zdecydowanie młodzieżowa sieciówka, klienta zdefiniowałabym jako dwudziestolatka, który właśnie zaczął zarabiać jako programista i wreszcie nie musi spać w hostelowym dormie. Dużo przestrzeni wspólnych, bary,  ogródki i salki do pracy. Lokalizacje – głównie Europa Zachodnia, jeden w LA, ceny od 59 euro za noc (Belgrad, Praga).

Hotel mama shelter

Hotel mama shelter

 

25 hours hotels 

– wprawdzie PR tej sieci odżegnuje się od definiowania swoich klientów i twierdzi, że kieruje ofertę po prostu do ciekawych świata i nowych doświadczeń, ja bym jeszcze dodała lekką ekstrawagancję (design jest naprawdę odjechany). Nie zawsze można tu mówić o „affordable” (200 euro za noc w Berlinie w niektórych terminach), ale czasem można znaleźć też ofertę za 50 euro (Frankfurt czy Kolonia).

 25hours hotel

 25hours hotel

CitizenM 

– Europa, Kuala Lumpur, Nowy Jork (na Times Square!), mikro pokoje z ogromnymi łóżkami, plus rooftop bary, przestrzenie coworkingowe i restauracje. Ceny są naprawdę super – dwójka w Nowym Jorku na Times Square kosztuje 169 dolarów (to naprawdę nie jest dużo w tym miejscu).

hotel CitizenM

Hotel CitizenM

 

Moxy

– znak, że sieci dla tej grupy klientów patrzą częściej w kierunku Polski. Moxy (młodsza siostra Marriotta) ma bardzo specyficzny PR, trochę quirky łamane przez sexy (jeżeli nie wiecie, jak hotel może być quirky łamane przez sexy, zapraszam na ich instagrama). Warszawskie Moxy mieści się w Koneserze, więc blisko do wszystkich nocnych atrakcji warszawskiej Pragi. Ceny – widziałam ofertę na 255 PLN za dwójkę, czyli nieźle.

Hotel Moxy Praga

Hotel Moxy Praga

Puro

sieć działająca na rodzimym rynku (Wrocław, Gdańsk, Warszawa, Łódź, Poznań, wkrótce Katowice), obok 5* Hotelu Warszawa chyba najlepszy design w Polsce. Odwiedziłam dwa (Gdańsk i Warszawa), są dopracowane w każdym calu, dopracowane, ale nie przytłaczające sztywną atmosferą. Oraz zakochałam się w ich rooftop barach. Dwójka (Łódź, cena promocyjna) od 260 PLN, bez promocji około 400 PLN.

Hotel Puro Warszawa

Hotel Puro Gdańsk

Airbnb

Niby wiadomo, ale już nie każdy zdaje sobie sprawę z tego, że jakiś czas temu Airbnb wprowadziło opcję Plus, czyli szczególnych domów czy mieszkań, zweryfikowanych pod względem jakości. Czasem owszem, są to domy w Malibu za dziesięć tysięcy dolarów, czy brazylijskie apartamenty z widokiem na prywatny wodospad. ale można też trafić na takie mieszkanie w Kapsztadzie, w cenie porównywalnej do hostelu w tym mieście.

airbnb brazylia