Kraków planty

Myślę, że istnieje specjalne miejsce w piekle dla so gennante blogerów podróżniczych, którzy po godzinnym riserczu i dwudniowym pobycie w jakimś mieście zabierają się za pisanie przewodnika po tymże. Dzięki temu za każdym razem, kiedy planuję jakąś podróż, muszę się przebijać przez opisy tych samych knajp, punktów widokowych, must-see zaułków, kawiarni i sklepów z wintydżowymi winylami.

Oczywiście można powiedzieć: to miejsce po prostu jest fajne, tu dają najlepsze jedzenie, a tam parzą kawę jak nigdzie indziej. Po części na pewno tak jest. Z drugiej strony wyjazd do Lizbony czy na inne tam wybrzeże amalfitańskie kończy się na bieganiu po kilku punktach, już przed wyjazdem obejrzanych ze wszystkich stron na google mapsie.

Trochę sama się na tym łapię, i coraz bardziej brakuje mi snucia się bez celu, przypadkowych knajp i odkrywania czegoś tylko dla siebie. Jednym z moich najfajniejszych podróżniczych wspomnień (ok, jednym z wielu, w końcu po to to robię) jest poranne espresso w małym barze w toskańskiej Lucce i podglądanie starszego pana, który dzień rozpoczynał od gazety i kieliszka rosso. Albo, z tego samego wyjazdu, wieczorna fiesta w Manaroli (jedno z miasteczek Cinque Terre), wino z gwinta i taniec na bosaka na brukowanym placyku (zdaje się, że zachował się materiał filmowy). Umówmy się zatem, że to nie jest żaden tam subiektywny przewodnik po Krakowie, tylko po prostu lista miejsc, które tym razem tu odwiedziłam, i które mi się spodobały.

W Krakowie byłam z mamą, więc moje dawne aktywności w tym mieście (wspominam z rozrzewnieniem), polegające na tour de wódka bars do piątej nad ranem, poszły w odstawkę. Z mamą nie idzie się do Kolorów, z mamą odwiedza się muzea, debatuje nad późnym Wyspiańskim, siedzi w kawiarni, pije jeden kieliszek wina do kolacji (ok, jedną karafkę), oraz kupuje pieczywo.

Kraków Rynek

Kraków Camelot

Kraków na weekend – śniadanie
Wschód Bar

Wschód to nowe krakowskie miejsce, młodszy brat funkcjonującego już od jakiegoś czasu Ramen People. Śniadania serwują od poprzedniego weekendu – akurat udało mi się trafić na inaugurację tej opcji. Z kilku pozycji w karcie śniadaniowej wybrałyśmy jajka po wiedeńsku z sałatką (ja) i poke bowl (mamusia). Jajka jak jajka, lubię jajka i nie ma się tu nad czym rozwodzić. Natomiast bagietka była wspaniała, a z masłem miso smakowała mi tak, że nie spoczęłam, póki nie zjadłam całej. Tak a propos bagietki, to przeczytałam ostatnio na pudlu, że Julia Wieniawa ma epizody depresyjne nawet po małej dawce glutenu. Julka – szczerze współczuję, ja po wschodnim pieczywku z masełkiem miałam stan bliższy manii. Mamie poke bowl też smakował, a trzeba zaznaczyć, że ma wrażliwe podniebienie i rozróżnia jajka ze szczęśliwym dzieciństwem od tych fermowych. Kawa z przelewu całkiem smaczna, na moją uprzejmą prośbę dostałyśmy też dzbanek wody z kranu (nieodpłatnie).

Kraków Wschód bar

Kraków Wschód Bar

Wschód Bar, Miodowa 4 Pasaż Lokal 5

Veganic

W Veganicu byłam w sobotę na kolacji, więc na niedzielne śniadanie chciałam przetestować coś innego. No ale obudziłam się o siódmej rano, przed dziewiątą żołądek przyrastał mi do kręgosłupa, a jedyne w naszej okolicy, co o tej godzinie było już otwarte, to właśnie Veganic. Niedzielne śniadania są tu podawane w formie bufetu (czy tylko ja na hasło „bufet” pędzę do korytka jak spędzona ze smyczy po miesiącu na diecie dr Dąbrowskiej?), część opcji jest wegetariańska, część wegańska. Cena całej przyjemności to dwadzieścia pięć złotych, co przy opcji w formule all you can eat z kawą i sporą porcją jajeczniczki uważam za godne i sprawiedliwe. Większość pozycji z bufetu mi smakowała, jedynie do pasztetu z kaszy gryczanej dorzuciłabym czegoś mokrego, ale to doprawdy drobiazg. I bardzo dobre grapefruity, nie smakowały gorzkością, me gusta.

Sama knajpa jest zlokalizowana na terenie kompleksu Dolne Młyny – zrewitalizowanej fabryki tytoniu i cygar, jeżeli wybierzecie się wieczorem, to restauracji, barów i klubów jest tam kilkanaście.

Veganic Kraków

Veganic, Dolnych Młynów 10

Kraków na weekend – gdzie na kawę?
Hevre Kazimierz

Nie wiem jak to się stało, ale podczas moich kilkunastu wcześniejszych wizyt w Krakowie nigdy nie trafiłam na turystyczny peak. To był pierwszy raz. Po godzinie snucia się po Kazimierzu w tłumie turystów robiących sobie selfie z zapiekanką wzięłam nogi za pas i uciekłam w mniej oblegane części miasta. Zdążyłam jednak uzupełnić kofeinę  w Hevre – restobarze urządzonym w dawnej synagodze Chewra Thilim na rogu ulic Meiselsa i Bożego Ciała. Nie będę ściemniać, poszłam tam głównie ze względu na wnętrze – faktycznie robi wrażenie. Kawą też nie plułam, także jest dobrze, jedzeń nie próbowałam, więc ciężko stwierdzić. Wieczorem Hevre jest bardziej imprezowe, można przyjść pić alkohole. Mój brat, który jest na krakowskiej emigracji od jakiegoś czasu, zeznaje że wieczorna atmosfera w porządku.

Kraków Hevre Kazimierz

Hevre, Beera Meiselsa 18

Massolit Bakery&Cafe

Podobno najlepsze, lub prawie najlepsze pieczywo w Krakowie, jako glutenowa groupie pobiegłam sprawdzić. Nie sprawdziłam, bo było późno, i całe pieczywko już wyszło. Sprawdziłam kawę – dobra (trzecia tego dnia, nie bierzcie ze mnie przykładu, jeżeli nie chcecie nabawić się nadciśnienia), lemon bara – zajebisty (kalorie na wyjeździe się nie liczą), oraz batonika owsianego w białej czekoladzie – wolałabym dwa lemon bary. Internet twierdzi, że w Massolicie najlepszy jest serniczek (także nie było na stanie), co oznacza ni mniej ni więcej, jak dobry powód na kolejny weekend w Krakowie.

Kraków Massolit Bakery&Cafe

Massolit Bakery&Cafe, Smoleńsk 17

Kraków na weekend – gdzie pójść i co robić?
Forum designu

Dziewięć lat temu zostałam wysłana w pierwszą w moim życiu delegację i z jakiegoś powodu zakwaterowałam się w hotelu Cracovia, modernistycznym orbisowskim molochu. Pamiętam, że strasznie waliło fajkami, a za sąsiadów miałam strasznie głośną wycieczkę z Izraela. Rok później hotel zamknięto, i tak stoi zamknięty do dziś. Zdecydowanie wolę ten budynek oglądać w charakterze zabytku modernistycznej architektury, niż spać w nim jako gość hotelowy. Na parterze uchowała się dość oldschoolowa cukiernia, a niedawno w przestrzeniach dawnej hotelowej restauracji na parterze otworzono ogromny showroom z polską sztuką użytkową. Bardzo dużo bardzo ładnych rzeczy, i nawet jeżeli nie robimy aktualnie remontu i nie mamy zapotrzebowania na komódkę za sześćdziesiąt tysięcy, to warto przyjść i się przekonać, że Polacy też potrafią w estetykę.

Kraków kino Kijów

Kraków forum designu

Kraków forum designu

Forum designu, Focha 1

Muzeum Narodowe w Krakowie – Kamienica Szołayskich

Jeżeli kogoś nudzą muzea, to może poczekać w Charlotte na Placu Szczepańskim, albo wypić piwo za rogiem w Bunkier Cafe. Ja niektóre muzea lubię, więc dałam się mamie namówić, zanęcona tematem wystawy “Kraków 1900”. Zawsze mnie ten okres kręcił (wiadomo, zadymione kawiarnie, absynt, dekadencja, Przybyszewski i bolące istnienie). Więcej o wystawie można przeczytać tu, oprócz ulubionej Boznańskiej i innych Malczewskich z Weissami, można też zobaczyć ponad stuletnie gacie (i inne elementy garderoby oraz przedmioty codziennego użytku).

Kraków Muzeum Narodowe

Kraków Muzeum Narodowe

Kamienica Szołayskich, plac Szczepański 9

Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha

Bardzo fajne miejsce, pokazujące jak daleko Japonii od popkulturowego stereotypu sushi-manga-kwitnące wiśnie-gejsze. O historii muzeum (całkiem ciekawej, bo jest to inicjatywa i inwestycja Andrzeja Wajdy) można przeczytać tu, natomiast ja tam poszłam dla tej wystawy (fotografii, laka i kaligrafia nie wywołują we mnie estetycznego podniecenia). Naprawdę warto, nie tylko dla fotografii Hiroha Kikaiego (nadal nie wiem, jak to właściwie po polsku odmienić), ale też dla architektury budynku (projekt kooperacji japońskiej i krakowskiej pracowni architektonicznej), oraz bardzo przyjemnej kawiarni – Cafe Manggha.

Kraków Manggha

Kraków Manggha

Muzeum Manggha, Konopnickiej 26

Piekarnia Zaczyn

Kiedyś polskie pieczywo było legendą i zawsze mi go brakowało poza Polską. Potem przyszły supermarkety, dmuchane bułki i bagietki z piekła rodem, ale jakoś przegapiłam moment, kiedy chleb z niemieckiego spara zaczął mi smakować bardziej, niż ten z mojego osiedlowego sklepu. Na szczęście, nie byłam jedyna z tym spostrzeżeniem, otwiera się coraz więcej piekarni rzemieślniczych, w których można kupić chleb smakujący jak chleb, a nie jak posolona wata. Krakowski Zaczyn jest jedną z nich, i jeżeli tak jak ja lubicie dobry żytni i grubo masła, to warto się przespacerować na drugą stronę Wisły.

Kraków piekarnia Zaczyn

Zaczyn, Barska 4