samotne podróżowanie warszawa

Nie mam zamiaru przeprowadzać dowodu na wyższość samotnego wycierania tyłkiem podartych siedzeń w indyjskich pociągach nad all inclusive w Tunezji. Wartościowanie w tej materii jest równie sensowne, co dyskusja o przewadze wina nad winogronami (team wino). Dla mnie samodzielne podróżowanie jest spoko, dla ciebie nie musi.   Ale – jeżeli chciałbyś, ale się wahasz i chciałbyś poczytać, czego mnie nauczyło i dlaczego podoba mi się podróżowanie w pojedynkę, zapraszam.

 

Pierwszy raz.

Umówiłam się kiedyś tam z kimś tam po coś tam na Nowym Świecie. Do umówionej godziny zostało jeszcze sporo czasu, byłam głodna i po wypłacie, a na Foksal funkcjonowała wówczas tex-mexowa knajpa z tych takich nieco lepszych. Weszłam, usiadłam, zamówiłam awokado zapiekane z jajkiem i dotarło do mnie, że oto po raz pierwszy w życiu jem obiad w restauracji sama. Oczywiście, że poczułam się oceniana, że sama, że zdesperowana, że nikt jej nie lubi, nie kocha, umrze w samotności, a jej ciało zjedzą owczarki alzackie. Rzecz jasna, nikt nie dawał faka za to, że przy stoliku siedzi samotna laska i je jajko zapiekane w awokado. Oprócz mnie, bo z jakiegoś powodu pozwoliłam kulturowym przekazom wbić sobie do głowy, że przyjemność z ulubionej potrawy jest prawdziwa tylko wówczas, kiedy ją z kimś dzielimy. Bulszit na kółkach, ale tak mocny, że myśl o pojechaniu samej gdzieś dalej niż na Saską Kępę nie przechodziła mi wtedy przez głowę.

samotne podróżowanie ateny

Pierwszy raz odważyłam się dużo później, kiedy jeden taki złamał mi trochę serce (właściwie, sama je sobie złamałam). Pod wpływem takiej kontuzji człowiek ma różne pomysły. Ja kupiłam sobie bilet z Berlina do Teheranu. Hasło „Iran” wywołało jednak gwałtowny protest mojej rodziny i znajomych („bomby”, „wybuchy”, „zamachy”, „ajatollah zza krzaka”). Byłam młodsza i mniej uparta, więc uległszy znalazłam sobie na fejsbukowej grupie koleżankę i kolegę. Nie wiem, co rodzina i znajomi  sobie myśleli, że lepiej jak w tych antycypowanych wybuchach zginiemy we trójkę…?

Wróciłam do pomysłu przy kolejnym nieprzyjemnie zakończonym epizodzie damsko-męskim. Zakupiłam bilet w miejsce mniej kontrowersyjne, ale też dalekie, bo do Bangkoku, z zamiarem pojechania na północ i zrobienia kółeczka po Laosie. Po pierwszej euforii zaczęłam się bać, szczyt wydygania osiągnąwszy siedząc na Okęciu i robiąc sobie zdjęcie stópek ze skrzydłem Qatar Airways w tle. Wydyganie nie było racjonalne, bo w Bangkoku już byłam, a Tajlandia jest chyba najłatwiejszym w podróżowaniu krajem, jaki odwiedziłam. A jednak, ściskało mnie w dołku. Jak się potem okazało, całkiem bez sensu, bo nic mi nie dało takiego skoku rozwojowego (to wciąż możliwe w okolicach trzydziestki!), jak kilka wyjazdów w swoim własnym towarzystwie.

samotne podróżowanie lizbona

Ogarnięcie i radzenie sobie.

Jeżeli nie zabukuję hotelu, nie będę miała gdzie spać. Jeżeli zabukuję hotel, a po przyjeździe okaże się, że jest zamknięty na głucho i nie ogarnę czegoś zaraz i na szybko, również nie będę miała gdzie spać. Nie ogarnę, z którego peronu odjeżdża pociąg, to nie wsiądę i nigdzie nie pojadę. Nie zawołam taksówki, będę musiała iść pieszo. Oczywiście, że w podróży w więcej osób trzeba wykonać te same czynności, a dynamika grupy (nawet dwuosobowej) sprawia, że większość tych rzeczy i tak ogarnia jedna i ta sama osoba. Ale w grupie odpowiedzialność rozkłada się na więcej osób, w pojedynkę ciąży bardziej. Po prostu trzeba ogarniać, i już. Na wszystko znajdą się przykłady potwierdzające regułę. W RPA spotkałyśmy z koleżanką Joanną niejaką Cynthię, Amerykankę z Florydy. Cynthia na podbój południowoafrykańskich parków narodowych przyjechała sama, bez samochodu, bez rezerwacji, bez namiotu i bez śpiwora, ale za to ze sporą bezczelnością. Namiot i śpiwór pożyczyła, podczepiła się pod naszą rezerwację kempingową, a Park Krugera zwiedziła komfortowo, na tylnym siedzeniu naszego samochodu. Pozbyłyśmy się jej z auta za pomocą kłamstwa i podstępu, bo inaczej woziłybyśmy ją przez następne dwa tygodnie. Morał z tej historii jest taki, że nie bądź jak Cynthia, bo prędzej czy później opiszą cię w internecie.

samotne podróżowanie portugalia

Poczucie sprawczości

Mogę wszystko, nic nie muszę. Literalnie nic.  Nie ogranicza mnie absolutnie nic, oprócz własnej wyobraźni (i zasobów finansowych oraz urlopu). To też jest sztuka, poradzić sobie z taką wolnością. Ale – ja z każdego wyjazdu w pojedynkę zawsze wracałam z poczuciem, że mogę dużo więcej. Jestem panią swojego czasu, decyzji, życia.

samotne podróżowanie maroko

Otwartość na innych

To jakby naturalne – otwartość jest niejako wymuszona przez sytuację. Jeżeli się zgubię i nie zapytam kogoś o drogę, to będę spać na ulicy. Oczywiście, że czasem jest uber i google maps, ale są setki miejsc, gdzie nie zadziała. Większość interakcji podczas samotnych podróży zamyka się na krótkich pogawędkach – skąd jesteś, dokąd jedziesz, gdzie byłaś, co polecasz, a czego nie – to fakt. Ale jeżeli się nie boisz, mogą ci się przytrafić rzeczy mało spodziewane, jak kolacja u laotańskiej rodziny gdzieś pod wietnamską granicą (na kolację był ryż i zupa z krwi kaczki i tak, zjadłam).

samotne podróżowanie hiszpania

Przyjaźń ze sobą

Przez większość czasu jestem sama z własnymi myślami. To może brzmieć przerażająco, ale jeszcze ani razu nie czułam się samotna. To naprawdę odświeżające uczucie, tak sobie pobyć ze sobą i odkryć, że jest się fajnym. I że fajne i ciekawe miejsca wcale nie przestają być fajne i ciekawe, nawet jeżeli odkrywamy je sami dla siebie. Bez dystraktorów jestem bardziej skupiona i często zauważam rzeczy, które w towarzystwie by mi umknęły. A że nie mam z kim się podzielić wrażeniami, co cóż, czy na pewno muszę, żeby wrażenia miały moc?

samotne podróżowanie hiszpania

Żeby minusy nie przysłoniły plusów.
  • Wyjeżdżanie w pojedynkę jest droższe. Ceny pokoi jedno i dwuosobowych często różnią się minimalnie albo wcale. Spania w hostelach nie praktykuję od czasów, kiedy w 2006 roku w Stambule w pokoju bez okien z piętrowego łóżka o trzeciej w nocy spadła na mnie pewna Francuzka. Podobnie z kosztem wynajmu samochodu, poza tym road trip w pojedynkę jakoś tak mniej, w samotnym podróżowaniu stawiamy na interakcje z ludźmi (albo chociaż bezczelne ich podglądanie), z kim ja mam w tym samochodzie podejmować interakcję, z radiem…?
  • O ile nie masz czarnego pasa w karate albo mistrzowskiego stopnia w krav madze, to będąc statystyczną kobietą, masz mniej siły niż statystyczny mężczyzna. Bez cienia ksenofobii czy rasizmu, są kraje, w których samotna kobieta powinna uważać bardziej, niż w innych.  A uważać na siebie trzeba zawsze, bo chwila nieuwagi i można skończyć tak jak ja w Atenach.
  • Last but not least. Wszystko jest fajnie, dopóki jest fajnie. Mniej fajnie jest, na przykład, mieć wypadek na motocyklu w Kambodży i złamać sobie kręgosłup. Tru story, zapoznaliśmy kiedyś w Bangkoku jednego Austriaka, czterdziestolatka który rzucił wszystko i pojechał do Azji na sabbatical year. Potem z fejsa dowiedziałam się, że pan Austriak pojechał do Kambodży i tam spadł z motocykla, po czym spędził trzy miesiące w Bangkoku w pozycji leżącej, z metalem w kręgosłupie. To oczywiście skrajny przykład, ale podróżując samotnie lepiej nie spadać z motocykla, nie dostawać malarii ani nawet udaru słonecznego, nie zostać okradzioną ani nie gubić paszportu, bo znacznie trudniej będzie to ogarnąć bez wsparcia.

Co oczywiście nie znaczy, że najlepiej nie wychodzić z domu, leżeć pod kocem i oglądać Netflixa. Przez większość czasu motocykle jadą przed siebie, autobusy się nie spóźniają, ocean szumi, a ludzie są pomocni.

samotne podróżowanie lizbona