Subiektywny przewodnik po Lizbonie - tramwaj 28

Kiedy pierwszy raz przyjechałam do Lizbony, był sierpień, około czterdziestu stopni o osiemnastej, ulicami płynęła czarna lawa zamiast asfaltu, pod świętą Justyną kłębił się dziki tłum, a chwilę komfortu cieplnego zapewniała klimatyzowana Zara. Razem z przyjaciółką Joanną spędziłyśmy coś około godziny w kolejce do tramwaju linii 28, spaliłyśmy sobie obute w sandały stopy (cienia na przystanku nie było, użyty filtr pięćdziesiątka nie sprawdził się), a tramwaj zrobił z nas smażone sardynki w puszce. Obrażone na Lizbonę zapakowałyśmy się szybko do naszej ibizy i udałyśmy się wzdłuż oceanu na północ, do Porto, gdzie mieli porto i chłodniej.

przewodnik po lizbonie most 25 kwietnia

Przypomniałam sobie o tym mieście w lutym kolejnego roku, w środku polskiej zimy. Polska zima jest smutna, postanowiłam się więc rozweselić kilkudniową podróżą w miejsce, gdzie jest cieplej niż w Polsce, z nieba nie zwisa śmierdząca mokra szmata, a ludzie może i chodzą w kurtkach, ale nie wyglądają na specjalnie do tego przekonanych. Do Lizbony były akurat tanie bilety, dam Lizbonie drugą szansę, pomyślałam. Dodatkowo portugalskie saudade (cudowne słowo, nieprzetłumaczalne na polski) doskonale pasowało do mojego lutowego stanu ducha. Przechodząc zatem do konkretu: co robić i jak miło spędzić czas w Lizbonie?

przewodnik po lizbonie - plaża

Przewodnik po Lizbonie – atrakcje

Jest to sposób na Lizbonę raczej uniwersalny i może przypaść do gustu każdemu, niezależnie od stanu ducha. Polega on na włóczeniu się od niechcenia, przysiadaniu w miejscach które na dany moment uznajemy za godne przysiadania, spożywaniu um bica, portugalskiego likierku Ginja lub kieliszka wina w ulubionym kolorze, zagryzaniu słoną przekąską lub ciasteczkiem i następującym po spożyciu dalszym włóczeniu się. O nadmierne objadanie nie ma co się martwić, cała Lizbona jest pod górkę albo z górki (bądźmy przygotowani, że te dwieście metrów od metra do hotelu, niewinnie wyglądające na mapie googla, okazuje się mini wspinaczką wysokogórską, fun szczególnie z dziesięciokilogramową walizką). Dobrze jednak popijaniu z zagryzaniem nadać strukturę i włóczyć się wedle pewnego porządku, od punktu do punktu. Ciekawych punktów, widokowych lub nie, miasto ma mnóstwo, poniżej zatem subiektywny przewodnik po Lizbonie, zawierający moje ulubione.

Miradouro de São Pedro de Alcântara, Elevador da Glória

Duży taras w dzielnicy Chiado, z pięknym widokiem na miasto i most 25. kwietnia w oddali. Można przysiąść na ławeczce i zjeść uprzednio nabytego denata, albo napić się kawy lub wina w kiosku (prosty a udany portugalski pomysł – postawić na placach i w parkach kioski z kawą i alkoholami i parę stolików). Tuż przy tarasie widokowym znajduje się jeden z kolejnych miłych lizbońskich wynalazków, czyli so gennante winda. Jest nie tylko fotogeniczna, ale i praktyczna, o czym przekonałam się wspinając się uliczką biegnącą wzdłuż jej torów. Jeżeli nie masz kondycji górskiej gazeli, będziesz sapać.

przewodnik po lizbonie - winda

przewodnik po Lizbonie - miradouro

Embaixada – Concept Store

Przepiękny dom towarowy w kamienicy w arabskim stylu, w którym możesz kupić designerskie portugalskie meble, oryginalne buty, galanterię skórzaną, ręcznie robione torebki i biżuterię, ubranka dla dzieci, ubranka dla dorosłych, a na koniec zjeść obiad w restauracji na patio (albo wypić tam kawę lub kieliszek wina – bez egzaltacji to jedna z najładniejszych restauracji, jakie widziałam w życiu). Możesz też nic nie kupować, tylko przechadzać się, podziwiać ładne rzeczy i robić ładne zdjęcia . Ceny raczej wyższe niż na stoiskach z chińskimi pamiątkami, ale i nie szaleńczo wysokie.

Praça das Flores

Przemiły placyk z dużą ilością drzewek, a więc i cienia. W lutym cień ci nie robi, ale już od kwietnia przydatny. Jak na placyk przystało, jest kiosk, są też ławeczki, na których można odpocząć i zjeść bułeczkę zakupioną w pobliskim Pingo Doce.

Museu Calouste Gulbenkian

Będąc miliarderem ormiańskiego pochodzenia, możesz swoje petrodolary wydawać w dowolny sposób. Możesz być jak Walter baron de Rotschild i po Londynie poruszać się zaprzęgiem sześciu zebr, albo jak Galust Sarkis Gulbenkian i cały majątek ładować w dzieła sztuki. Zbiory Galusta zebrane w brutalistycznym bunkrze przebijają wszystkie polskie muzea razem wzięte, i jest tam wszystko, od faraonów, greków, persów i Mezopotamii, przez rubensy, renoiry, rembrandty, van Dycka, Moneta, Maneta, aż po osobny pawilon sztuki nowoczesnej. Po pawilonie parami przechadzają się zdyscypliowane, uroczo grzeczne wycieczki przedszkolaków na lekcjach muzealnych i wszystko to razem stanowi o wrażeniu, dla którego wydałabym czternaście euro raz jeszcze.

przewodnik po lizbonie - muzeum

Estufa Fria

Ogród botaniczny nie tylko dla fanów roślinek. Poszłam tam zaraz po otwarciu, o dziesiątej, i miałam niemal tylko dla siebie coś jakby kawałek indonezyjskiej dżungli, tylko że pod dachem. Jakbym była lizbońskim nastolatkiem, zabierałabym tam dziewczęta na randki. Za wstęp trzeba zapłacić, trzy euro i dziesięć centów.

przewodnik po Lizbonie - Alfama

Jardim da Estrela

Przypuszczam, że to dla Lizbończyków to coś jak dla Warszawiaków Skaryszak. Mam do parku Skaryszewskiego ogromny sentyment, bo wypasano mnie tam za młodu, ale wiewiórki to nie to samo co papugi, a od dębów wolę kilkumetrowe palmy i bambusowy zagajnik. Wstęp wolny i bezpłatny, park dysponuje miło położonym kioskiem z dobrą kawą, winem i wiśniową nalewką (dziesiąta rano to godzina, o której większość lizbońskich emerytowanych dam jest już po pierwszym kieliszku, do kawy, i ja ten zwyczaj szanuję).

Ruiny kościoła Karmelitów w Chiado (Igreja do Carmo)

Średniowieczny zespół klasztorny, po trzęsieniu ziemi w XVIII wieku nigdy nie odrestaurowany w pełni. Bardzo fotogeniczna ruina, a mumie w gablotkach warte dwóch euro za wstęp.

MUDE – Museu Do Design E Da Moda

Muzeum designu i mody, pocałowałam klamkę z powodu remontu, a żałuję, bo zaciekawili mnie elewacją w deski surfingowe. Wstęp bezpłatny.

Praça Luís de Camões

Ulubiony placyk z kioskiem, w kiosku wino za dwa euro i malownicze staruszki. W pobliżu ulubiona cukiernia z denatami i bar ze schabowymi, o czym więcej w części dotyczącej gastronomii.

przewodnik po lizbonie - Belem

Miradouro de Santa Catarina

Jeden z ładniejszych zachodów słońca w moim życiu widziałam właśnie tam. Dodatkowo, taras świętej Katarzyny jest najwyraźniej jednym z ulubionych miejsc spotkań lizbońskiej młodzieży, więc zachód oglądamy w oparach alkoholu i marihuany. Przyjaciółka Joanna była tam z mamą i im się nie podobało. Nie polecam iść tam z mamą.

przewodnik po lizbonie - santa catarina

Tramwajem 28E z Chiado do Miradouro da Graça

Zabytkowe tramwaje jeżdżą w Lizbonie po różnych trasach, nie tylko z placu Martim Moniz, gdzie przystanek początkowy ma trasa turystyczna opisana w każdym przewodniku. Można równie dobrze wsiąść na przystanku Chiado w tramwaj numer 28E, który jedzie z Chiado do Alfamy. Wysiadając na przystanku Graça wygramy dwa razy – raz że mamy minutę od kolejnego punktu widokowego, Miradouro da Graça, a dwa – tramwaj załatwia za nas drogę pod górkę i nie musimy się wspinać. Jeżeli jesteśmy fanami targów staroci, a akurat jest wtorek lub sobota, możemy też zajrzeć na Feira da Ladra, Targ Złodziei. W sobotę będzie tam więcej Azjatów z aparatami, we wtorek hipsterów i portugalskich emerytów, ale obydwa dni są warte spaceru. Idąc z Targu Złodziei w stronę rzeki zwiedzicie Alfamę – najstarszą dzielnicę Lizbony, czyli wąskie białe uliczki, strome schody, tarasy widokowe wyłożone azulejos, portugalskie staruszki, drzewa pomarańczowe uginające się od owoców i bary z fado, a w bonusie zaułki ze street artem przez duże s. Creme de la creme, sto procent Lizbony w Lizbonie. Nie byłam w Alfamie w sezonie turystycznym, ale na wiosnę chciałam być jak Marcin i zamieszkać tam na stałe.

przewodnik po lizbonie - alfama

przewodnik po lizbonie - alfama

Lx Factory

Mokry sen hipstera, spełnienie marzeń instagramowych influencerek, duży zrewitalizowany teren pofabryczny, naprawdę fajny. Restauracje ze świetnym jedzeniem i jeszcze lepszym wystrojem wnętrz, zaangażowane murale, kawiarnie z pysznym ciastem czekoladowym, sklepy z niszową modą, studio tatuażu, przestrzeń coworkingowa, alternatywne biuro podróży, alternatywny hostel, alternatywne wszystko. Oraz Ler Devagar, czyli prawdopodobnie najfajniesza księgarnia na świecie (podają też kawę i wino!). Dość powiedzieć, że w Lx Factory można zjeść sernik z malinową polewą i popić go białym winem, siedząc w starym autobusie zaparkowanym na dachu kontenera.

przewodnik po lizbonie - lx factory

Spacer wzdłuż Tagu do Belem

Z Lx Factory do mostu 25. kwietnia jest parę minut spacerem. Mosty Lizbończycy mają dwa i oba imponujące – najdłuższy w Europie most Vasco Da Gamy (siedemnaście kilometrów, z jednego brzegu ledwo widać drugi), oraz Ponte 25 de Abril, przy którym można zacząć się zastanawiać, czy na pewno jesteśmy w Lizbonie, czy może w San Francisco, CA. Wzdłuż rzeki w kierunku dzielnicy Belem ciągnie się promenada, pełna lizbończyków biegających, jeżdżących na rowerze, na rolkach, łowiących ryby, popijających wino, oraz siedzących samotnie na ławeczkach i patrzących w przestrzeń (saudade!). Jeżeli nie starczy nam włóczenia, popijania i zagryzania, po drodze mamy atrakcji na pół dnia: nowoczesne muzeum architektury MAAT, w którym za cenę pięciu euro dostałam depresji od wystawy o zanieczyszczeniu środowiska, Pomnik Odkrywców, Torre de Belem, klasztor Hieronimitów, muzeum Berardo, słynną na cały świat cukiernię Pastéis de Belém (dla fanów kolejek, w których trzeba stać od pół do dwóch godzin) czy budynek fundacji Champalimaud – dla fanów nowoczesnej architektury i minimalistycznych zdjęć na instagrama. Spacer do Belem spokojnie może zająć pół dnia, jeżeli bolą nas nogi możemy do centrum wrócić tramwajem. Jeżeli udamy się na ten przystanek, jest szansa że wsiądziemy bez kolejki (ta spod cukierni Pastéis de Belém przenosi się następnie na przystanek tramwajowy).

przewodnik po lizbonie belem

przewodnik po lizbonie belem

Wycieczka do Cascais

Z dworca Cais do Sodré odchodzi pociąg do Cascais, niewielkiej miejscowości nad oceanem. Podróż torami wzdłuż oceanu trwa około godziny i jest warta całodniowej wycieczki. Cascais to urocze (ale i eleganckie) miasteczko, z dwoma plażami, parkiem po którym spacerują pawie i darmowymi rowerami miejskimi (w przypadku, gdy nie są dostępne, w wypożyczalni na dworcu można wypożyczyć rowery górskie za dwanaście euro / dzień). Rowerem można pojechać ścieżką wzdłuż oceanu aż do Praia do Guincho, pięknej szerokiej plaży kilkanaście kilometrów od Cascais. Przy plaży jest też wytyczony fajny szlak spacerowy po wydmach, oraz bar, gdzie możemy uprawiać naszą ulubioną lizbońską aktywność (popijanie z zagryzaniem), tym razem z widokiem na Atlantyk.

przewodnik po lizbonie cascais

Przewodnik po Lizbonie – informacje praktyczne

Gdzie na kawę w Lizbonie?

Wszędzie. Ceny w kioskach wahają się od sześćdziesięciu centów do euro na najbardziej obleganych przez turystów tarasach. Jeżeli raz zapanujesz nad uczuciem dyskomfortu, który towarzyszy poruszaniu się po nieznanym terenie, otworem stanie też instytucja portugalskiego baru, lekko tylko obskurnej kanciapy wyłożonej azulejos i zdjęciami prababci barmana, gdzie o ósmej rano emerytki przy espresso, emeryci przy małym piwie, policjant przy rogaliku, a turysta przy denacie. Jeżeli będziesz potrzebować alternatywy dla emerytek i azulejos, możesz spróbować poniższych.

Hello Kristof, Rua do Poço dos Negros 103
Fotogeniczne wnętrza, ładne śniadania, modne magazyny do poczytania. Espresso 1,2 euro, wciąż taniej niż w Polsce (czy ktoś może wyjaśnić powód, dla którego szot wódki jest u nas tańszy, niż szot kawy?).


Village Underground Lisboa, R. 1º de Maio 103
Kawiarnia we wspomnianym już retro autobusie, ustawionym na dachu kontenera na terenie centrum coworkingowego przez płot z Lx Factory. Tosty, wrapy, wino, sernik z malinami, brunche w weekendy i espresso za siedemdziesiąt centów.


Manteigaria, Rua do Loreto 2
Okolice placyku Luís de Camões, cukiernia z denatami bez kolejki, espresso po siedemdziesiąt centów.

Gdzie jeść w Lizbonie?

Mercado de Ribeira // Time Out Market, Av. 24 de Julho 49
Takie Koszyki, tylko fajne. Na Time Out Market swoje stoiska mają mniej i bardziej renomowane lizbońskie restauracje i kawiarnie. Można zjeść burgera z łososia w czarnej bułce w filii Prego da Peixaria (ładnie wygląda, bułka sucha), ryż w atramentowym sosie u Alexandre Silvy, znanego z portugalskiego Top Chefa, albo któreś z menu dnia u Marlene Vieiry (na przykład grillowaną ośmiornicę z ziemniaczkiem). Ceny nie super niskie, ale przystępne, przykładowo lunch u Marlene (przystawka, danie główne, deser, kieliszek wina) to trzynaście euro, któraś z klasycznych kanapek w Prego da Peixaria z dodatkami i piwem – dwanaście. Obiad u któregoś z utytułowanych chiefów – od dwudziestu euro.

przewodnik-po-lizbonie-time out market
O Trevo, Praça Luís de Camões 48
Niepozorny bar na placu Luís de Camões i kolejny portugalski klasyk, bifana, czyli buła ze schabowym grillowanym saute, z dodatkiem sosu chilli i musztardy, w zestawie z małym piwem poniżej trzech euro. Jadł Anthony Bourdain, jadła koleżanka Iga, jadłam ja, wszyscy polecamy.
Cervejaria Ramiro, Av. Almirante Reis nº1 – H
Najlepszy obiad wielkanocny w moim życiu, na przystawkę szynka, danie główne – owoce morza, deser – kanapka ze schabowym, do wszystkiego gluten z masełkiem. Jedna z najsłynniejszych restauracji z owocami morza na świecie, co potwierdza Anthony, każdy bloger kulinarny który odwiedził Lizbonę, oraz znajomy lizbończyk, który po kilkumiesięcznym pobycie poza Portugalią pierwsze kroki zamiast w objęcia mamusi, skierował do Ramiro zjeść homara. Nie jadłam homara, bo nie umiem stukać młoteczkiem w odnóża, inne białko zwierzęce polecam. Poniżej pięćdziesięciu euro na osobę raczej się nie obędzie.

Gdzie spać w Lizbonie?

My Room Lisboa
Niewielki pensjonat (kilka pokoi) w świetna lokalizacji w dzielnicy Chiado, prawie nie trzeba korzystać z komunikacji miejskiej. Ładne i czyste (choć niezbyt duże) pokoje, trzy wspólne łazienki (na bieżąco sprzątane), przestronna kuchnia i niewielki taras. Niedroga alternatywa dla hosteli.
Lisbon Cheese and Wine Suites
Fajne butikowe apartamenty, z opcją śniadania. Różne lokalizacje w Alfamie i Barrio Alto, wszędzie powita was portugalski ser i butelka wina z doliny Douro. Ceny adekwatne, ale nie szalone – od siedemdziesięciu euro za noc.
H10 Duque de Loule
Butikowa sieciówka, jeżeli chcesz zabrać kobietę na kolację ze śniadaniem (albo pięć kolacji z pięcioma śniadaniami), to tu twoje szanse znacznie urosną. Do głównych atrakcji kilka przystanków metrem.

Jak się poruszać po Lizbonie?

Do Lizbony trzeba dolecieć. Najtaniej Ryanairem, nieco drożej (ale bardziej komfortowo – wyloty codziennie po piętnastej z Okęcia) narodowymi liniami portugalskimi TAP. Najmniej wygodnym środkiem transportu w Lizbonie będzie samochód – w niektórych uliczkach Alfamy trudno będzie przejechać nawet skuterem. Nabardziej wygodnym – metro, tramwaje i własne nogi. Kartę na komunikację miejską (dowolnie – Viva Viagem lub 7 Colinas) można kupić w automatach w metrze (np. na lotnisku) za pięćdziesiąt centów i doładować (w systemie pre-paid, zwanym tu zapping) kwotą od trzech do czterdziestu euro, a następnie przykładać do kasownika przy każdym przejeździe metrem, tramwajem lub autobusem (1,3 euro za pojedynczy przejazd). Karta będzie też działała w pociągu podmiejskim w kierunku Cascais (za pojedynczy bilet automat skasuje wówczas 1,85 euro). Kilka razy korzystałam w Lizbonie z Ubera, ceny porównywalne do warszawskich.